***

Rekrutacja do edycji XII Imperiusa wystartowała pod tym adresem: http://imperius.chilioi.webd.pl/index.php

***

Zapraszamy do ImperWiki

* * *
Koniec edycji XI (finalna tura 544), trwają przygotowania do startu edycji XII.

Wydarzenia

Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Wydarzenia

Postautor: Authir » 18 lis 2016, 21:23

Świat
47 Po.U.R.*

*po upadku Rumii


Wielkim pomorem zakończyła się era Cesarstwa Rumy. Niegdyś wspaniałe imperium, przestało istnieć. Na jego gruzach powstał nowy porządek świata. Obrońcami spuścizny po największym imperium jakie widział świat są bez wątpienia państwa północy i południa Rumy. Ostatni prawdziwi rumijczycy, zdesperowani, by za wszelką cenę bronić tego, co zostało z dawnego porządku. W Północnej Rumie rządzi Imperator z rodu Septymanów, znanego z krwawego rozprawienia się z największym buntem niewolników w historii upadłego imperium. Władzę w tym co pozostało z Rumy południowej przejęli natomiast Flawiusze, gotowi restaurować Wieczne Imperium z czasów największego rozkwitu. Niejako pomiędzy dwoma ambitnymi rodami stoi zrujnowana stolica dawnego cesarstwa. Z dawnej chwały największego miasta świata nie zostało nic. Do portu Rumy nie spływają już najznamienitsi artyści czy filozofowie z całego świata. Obecnie jest to przystań dla wszelkiej maści banitów i przestępców, krwawo rządzone morze ruin i spalonych zgliszcz.

Od wschodu nowo proklamowane Imperia będą graniczyć z trzema państwami: Kremlinem, Atamanem Kuzarskim i Rzeszą. Wszystkie ziemie należące do tych władztw znajdowały się dawniej w rękach Imperatorów Rumy. Jednakże, lud Kuzarów przybył na obecnie zajmowane przez siebie tereny i siłą zajął w okresie, gdy Wieczne Imperium już się chwiało. Pogrążeni w niemocy Cesarze nie mieli wyjścia i zaakceptowali utratę kawałka swojego państwa w zamian za pokój. Historia położonej dalej na wschód Rzeszy jest za to zgoła inna. Tworzące Rzeszę plemię Bundesów żyło w tych stronach od niepamiętnych lat, by po latach wolności zostać podbitymi w jednej z cesarskich kampanii wojennych. Cieszyli się jednak względną autonomią. Tak dalekie tereny nie mogły być skutecznie zarządzane przez kogoś z zewnątrz. Imperator potrzebował lokalnej elity, którą był niemal od zawsze na tej ziemi ród Bayern. Założyli oni miasto Eintracht, które służy dziś za stolicę władztwa. Początki niepodległej Rzeszy są jednak mroczne i krwawe. Protoplasta Bayernowiczów, Fryderyk I lubował się w mordowaniu swoich wrogów, wyrywaniu im trzewi i kąpielach w krwi swoich ofiar. Co do Kremlina, bez wątpienia tradycja Rzeczpospolitej Bojarów pełnymi garściami czerpie z republikańskiej historii cesarstwa. Nawet jeśli tubylcy uważają tą tradycję za jedynie swoją. Trudno określić jak potoczą się sprawy w tym regionie świata, bez wątpienia dążenia do restauracji Imperium zderzą się z ambicjami nowych władców.

Centrum świata to domena Królestwa Zestów. To na wschodniej granicy tego państwa kończyła się strefa wpływów Imperium Rumy. Dobrze zorganizowani Zestowie prowadzili w swej historii wiele kampanii wojennych, zachowali też odrębność religijną i kulturalną względem cesarstwa. Bezpośrednim sąsiadem Królestwa jest Księstwo Asturii. Niesłychana historia państwa założonego przez nieobliczalnego wariata, który miał ponoć zabić całą swoją rodzinę, wymordować większość populacji pobliskiej wyspy, by w końcu zginąć z rąk zrewoltowanej szlachty, rozmija się z jego obecnym stanem. Księstwo Asturii to dobrze prosperujące władztwo, nie tolerujące niewolnictwa i słynące ze świetnych dyplomatów. Ci mogą być potrzebni w rozmowach z Emperadore Zaruko Errasuma, władcy państwa którego mieszkańcy uważają się za niebian. Od pozostałych władztw regionu różni ich wszystko, od języka po system wierzeń. Niebianie są zaskakująco podobni w swojej tradycji do ludów najdalszego południa. Czyżby z jakiś powodów właśnie stamtąd przybyli?

Kraina morza wewnętrznego i trzech jezior pozbawiona jest jednolitych organizmów państwowych. Na tamtejszych równinach rządzą koczowniczy akkadowie, żyjący z plądrowania małych miasteczek i osad rolniczych. Rybacy z nadmorskich wsi opłacają im się trybutem w naturze, oddając hordzie część płodów rolnych i najsilniejszych spośród synów. Pozostawieni sami sobie, zapewne urosną w siłę.

Daleki zachód świata jest miejscem, do którego nigdy nie dotarły wojska ani polityncze wpływy imperialne Rumy, ale z pewnością dotarli kupcy i niezliczone dobra. Tamtejsze władztwa wykształciły własną, często przerażającą kulturę. Dla przykładu, w państwie świątynnym Teredon do dziś praktykuje się składanie ofiar z ludzi. Co więcej, lokalni kapłani serwują swoim poddanym krwawe igrzyska, w których wszyscy uczestnicy bez wyjątku giną. Niewolnictwo jest w tym regionie naturalne, podobnie jak wysoka pozycja społeczna wszelkiej maści kapłanów. W egzotycznej Maharasztry, czyli państwie Wielkiego Króla, władca otaczany jest boskim kultem. Oba władztwa dzielą wspólną historię i pozostają od lat w zażyłych stosunkach.

Powstanie, zwycięstwo a potem wielki exodus ludu, prowadzony do ziemi obiecanej przez swojego przywódcę. To Dredżowie, czarnoskóre plemię wyzwoleńców, które rzuciło wyzwanie starym władcom by żyć na wolności. Państwo plemienne będące solą w oku zarówno maharadżów jak i kasty kapłańskiej Teredonu. Ucieleśnienie snu niewolnika o wolności i samostanowieniu, samym istnieniem uderza w podstawy systemów społecznych państw dopuszczających zniewalanie ludzi.

Zachodni basen morza południowego zajmuje Kalifat Dżahilla, który rozciąga się wiele staj wzdłuż wybrzeża. Podobnie jak w pozostałych państwach zachodu, w Kalifacie religia odgrywa wielką rolę, kontrolując wiele podstawowych aspektów życia. Kalif posiada w swym władztwie świetnych filozofów i medyków, państwo słynie również z doskonałych handlarzy.

W centrum morza południowego rządzą punijczycy, tworzący związek miast-państw. Związek Punicki żyje z morza. Doskonali żeglarze zapuszczają się w dalekie rejsy, by dostarczać na kontynent najbardziej wyszukane i egzotyczne towary. Marynarze związku budzą respekt swoimi umiejętnościami, a ich religijne praktyki przerażają wrogów i przyjezdnych. Moloch, mroczne bóstwo wyspy nakazuje swoim wyznawcom palić żywcem ludzi w swoich świątyniach, a jego przerażające i nieludzkie oblicza zdobią wiele osobistych przedmiotów punijczyków. Czy złowroga religia ma swoje korzenie w odległym Teredonie, czy jest jakąś częściowo zaadaptowaną formą wierzeń Hierokracji Bidadari? Być może to zachodnie państwa przejęły wierzenia z wysp Punicji? Z pewnością ładowany do trzewi Molocha nieszczęśnik nie zaprząta sobie tym głowy...

Północno-wschodni kontynent to dominium Dalajlamów, czyli jak wierzą miejscowi, żywego wcielenia Boga na ziemi. Hierokracja Bidadari to najbardziej egzotyczne państwo na świecie, z unikalną kulturą i systemem wierzeń. Lokalna roślinność nie przypomina niczego innego znanego na kontynencie. Orientalne wyroby sprowadzane do Imperium Rumy w szczytowym jej okresie budziły zachwyt i zaciekawienie lokalnych elit. Prawdą jest, że niewiele wiadomo o Hierokracji. Kupcy i inni przyjezdni mają wstęp tylko do wyznaczonych miejsc, gdzie mogą nabyć i sprzedać towary. W starych pismach okresu imperialnego, możemy poczytać o emisariuszach Cesarza Rumy, którzy zostali dopuszczeni do audiencji u władcy tych ziem. Opisywali niesamowite historie o stolicy wybudowanej na szczycie góry z pałacem o złotym dachu... Czy znajdą się inni gotowi potwierdzić starożytne pisma?

  • Nowa edycja Imperiusa rozpoczyna się
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 19 lis 2016, 17:04

Ruma
47 Po.U.R.*

*po upadku Rumii


RuinedTemples01.png


Wielu wydawało się, że wspaniałe Imperium Rumy trwać będzie wiecznie. Mieszkańcy mocarstwa często mówili o „Wiecznym Imperium”, a swoją stolicę nazywali „Wiecznym Miastem”. Trzeba przyznać, że mieli ku temu powody. Cesarze Rumy rządzili największym terytorialnie państwem świata. Siła i dyscyplina ich legionów była legendarna. Dodając do tego sprawną administrację i skuteczny system prawny, Imperium przyćmiewało wszystkie dotychczasowe władztwa nie tylko w regionie, ale i na świecie. Brak zagrożeń zewnętrznych i wewnętrznych wspaniale przyczynił się do rozkwitu bogactwa poddanych Cesarza. Ruma była największym miastem świata, szczodrze dzieląca się bogactwami ze swoimi mieszkańcami. Powiadano, że w stolicy nie trzeba było pracować, za darmo rozdawano zboże i wino, hojnie dotowano wszelkie rozrywki od prostych teatrzyków do krwawych walk na śmierć i życie.

Kolejni Cesarze rozdawali tłumowi więcej i więcej. Złoto z podbitych ziem płynęło szerokim strumieniem, fundując już wszystko od domów, po prostytutki na godziny. Namiestnicy wyciskali ze swych prowincji ile się da, nakładając na rdzenną ludność coraz większe obciążenia. Bieda i beznadzieja pleniła się jak zaraza na prowincji, handel upadał, a żarłoczne paszcze Rumy żądały więcej złota na swe potrzeby. Podczas gdy ludzie na rubieżach Imperium umierali z głodu na ziemi, w stolicy trwał niekończący się karnawał. Zbiorowe szaleństwo orgii, pijatyk i walk. Padły wszelkie moralne drogowskazy, dekadencja i zezwierzęcenie opanowały niegdyś wspaniałe ulice. Ludzie jakby zapomnieli o chęci poszerzania wiedzy, kulturze czy heroicznych czynach swoich przodków. Miejsca spotkań filozofów przemieniono na szulernie, a ze wspaniałych świątyń zamiast modłów słychać było bulgot rzygowin i jęki kurew. Odizolowany od świata wspaniały Złoty Dom Cesarza, z dumy Imperium stał się prawdziwym centrum rozpusty. Znudzeni bogacze wydawali góry złota na pawie języki podawane na talerzach ze szczerego złota. Stoły uginały się od egzotyki z południowych krain, wszelkie zwierzęta morskie układano na stołach wyłożonych lodem z gór północy. W swym szaleństwie wydawania złota nie spostrzegli nawet, że ich dominium upadło, dowódcy garnizonów przestali tłumić rewolty zabiedzonych ludzi. To, co zostało z w miarę zarządzanych ziem dawnego Imperium podzieliło się na dwoje lub wpadło w ręce lokalnych władców.

Ostatnim gwoździem do trumny Wiecznego Miasta była epidemia wielkiego pomoru, która na silnie zurbanizowanym terenie pleniła się wyjątkowo agresywnie. Organizmy wyniszczone chorobami wenerycznymi i ciągami pijaństwa padały łatwym łupem zarazy. Miasto pozbawione jakiegokolwiek zarządzania padało dzielnica po dzielnicy w ręce brutalnych watażków, którzy masowo mordowali chorych paląc nieraz całe ulice z budynkami wypełnionymi ludźmi. Nierzadko, pożary wymykały się spod kontroli. Krwawe grupy złożone z byłych legionistów i kryminalistów ostatecznie obaliły Cesarstwo, atakując cesarski pałac i przejmując zbrojownie słynnej gwardii Cesarza.

Gdy Ruma zaczęła głodować, pożarła samą siebie. Upadła stolica dawnego Imperium to dziś morze ruin. Ostatni upadli mieszkańcy Rumy żyją z przekopywania stosów gruzu w poszukiwaniu artefaktów minionej ery, które potem sprzedają temu kto gotów jest zapłacić. Mroczne zaułki dawnego Wiecznego Miasta zapełniają tabuny chorych żebraków lamentujących pod oberżami i burdelami, w których za złoto można się dopuszczać najbardziej obrzydliwych praktyk. Ludzkie życie jest tu warte kubek ciepłej zupy, a większość z ocalałych nie posiada nic. Kto tylko może, opuszcza ruiny, który powoli stają się miastem duchów.


  • W 47 roku po upadku imperium Ruma jest cieniem dawnej siebie
  • W upadłym mieście rządzą prawem pięści weterani dawnych legionów, albo pospolici zbóje
  • Miasto wymiera, liczba ludności codziennie maleje
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 30 lis 2016, 22:11

Królestwo Zestów, Górna Pikardia
48 Po.U.R.*

*po upadku Rumii


Francisco Goya-265649.jpg


Dworzanin Króla Zestii, Cosme Cyrian, urodził się na stosunkowo małym i średnio ważnym dworze jednego z wielu szlacheckich rodów państwa dawnej marchii Imperium Rumy. Gdy dorósł do wieku młodzieńczego, trudno było mówić o jakiś szczególnych przymiotach czy walorach, którymi mógłby się odznaczać. Na dwór królewski trafił nieco z przypadku, a znany był głównie z zamiłowania do trwającego tygodniami trunkowania i potwornego wręcz lenistwa. Dość powiedzieć, że był zbyt leniwy by załatwiać swe potrzeby w ustępie. Syn szlachecki, duma Zestów, po prostu wystawiał tyłek z zamkowego okna i zrzucał swój pospolity balast prosto na zewnętrzny dziedziniec. Któregoś razu trafił rozpryskiem w spacerującego o poranku ojca. Ten potwornie się wściekł i wyperswadował pierworodnemu, że jeśli się nie pozbiera i nie zacznie zachowywać jak prawdziwy Zest, to go wydziedziczy i pośle do chłopstwa gdzie być może jego miejsce.

Cosme przeraził się nie na żarty. Perspektywa wyciągania pcheł z tyłka w przeciekającej chacie i spania w zimie z warchlakiem potrafi postawić do pionu. Nasz bohater kombinował, knuł, uwodził, wkupywał się w łaski ważnych osobistości królewskiego dworu. Gdy więc Vicor Aleksandryjczyk ogłosił, iż szuka wśród swych dworzan odważnych pionierów, gotowych ruszyć poza granice powiększać jego dominium, dziedzic rodu Cyrianów natychmiast się zgłosił na ochotnika. Otrzymał oficjalne poparcie m. in. królewskiego rotmistrza, choć plotki głoszą iż musiał sobie na pozycję faworyta bardzo ciężko zapracować... Tak czy inaczej Cosme Cyrian wraz z innym wybrańcem Goffrey`em Piredit ruszyli z oficjalnym błogosławieństwem swojego suwerena w podróż ku chwale króla i królestwa. Przynajmniej taki mieli plan.

Goffrey objechał Saarę wzdłuż i wszerz. Mimo usilnych na starań nikogo jednak nie spotkał. Zgodnie z rozkazem poustawiał po środku niczego słupy graniczne, spisał raport z którego wynika że w sumie trzeba by tu wyrąbać trochę lasu i jedna polana wydaje się w porządku pod lokalizację osady. Nie znał się jednak kompletnie na architekturze czy kolonizacji dziewiczych ziem. Równie dobrze pod "obiecującą polaną" może znajdować się bagno a głęboko w lesie egzystuje sobie w najlepsze plemię ludożerców.

Cosme miał początkowo więcej szczęścia. Górna Pikardia nie podupadła tak mocno po upadku Imperium. W dalszym ciągu jest w miarę zamożna i zamieszkana. W okolicy mnóstwo osad i wsi, nawet dobrze zorganizowanych. Ta prowincja z pewnością byłaby łakomym kąskiem dla Królestwa. Dyplomacie zaświeciły oczy. Ktoś w końcu będzie musiał tym zarządzać? Może ja? Uniesiony marzeniami o sławie i bogactwie poseł pognał konie świty i ruszył do najbliższej osady.

Miejscowi widząc przyjezdnych oniemieli z wrażenia. Mieli o przybyszach jeszcze lepsze zdanie, gdy początkujący poseł w ramach budowania dobrosąsiedzkich relacji spędził wszystkich do knajpy i zaczął stawiać wódkę za kasę z królewskiego skarbca. Gdy wszyscy byli już nieźle urżnięci, rozpoczęto oficjalną część rokowań dyplomatycznych. Jak nietrudno się domyślić miejscowa starszyzna wioski ochoczo przystała na propozycję włączenia do państwa silniejszego sąsiada, wypito jeszcze kilka toastów a potem jeszcze kilka następnych. Cosme odtrąbił zwycięstwo i natychmiast polecił wysłać do stolicy gońca z radosnymi nowinami. Resztę świty rozpuścił po Górnej Pikardii z misją oznaczenia terenu.

Balanga trwała z kilka tygodni. Zwycięski dyplomata obudził się na piętrze karczmy, by spostrzec że łóżku ma kozę bez nogi i dwie córki młynarza. Co więcej w cugu przepił swojego konia i wóz, a list opatrzony pieczęcią królewską posłużył komuś za coś do podtarcia wiadomo czego. Idąc za starym zwyczajem doczłapał się do okna, otworzył je, spuścił bryczesy i zaczął zrzucać ładunek, myśląc w tej podniosłej chwili o nadchodzących nagrodach i zaszczytach, które niewątpliwie go spotkają.

Piękny sen na jawie przerwało nagłe chlaśnięcie w zadek.

Przyszły Lord Pikardii zwalił się bez gaci z pierwszego piętra prosto do zagrody kurczaków. Oszołomiony sytuacją i nadal buzującą w żyłach gorzałą próbował podnieść się na nogi, gdy otrzymał kopniaka w brzuch i poprawkę w twarz. Nie czuł nawet jak ktoś wywleka go za włosy i rzuca przed karczmę, pod którą klęczała już świta posła, przywiązana do królewskich słupów granicznych. Był zbyt ogłuszony by zobaczyć uzbrojony tłum skandujący imię jego oprawcy. Jednak gdy tajemniczy osobnik poderżnął mu gardło, Cosme w ostatnim odruchu wstał przeszedł kilka kroków i padł w powiększającej się z każdą sekundą kałuży ciemnej krwi. Nie dane było mu obejrzeć rozszalałego tłumu katującego jego bezbronną świtę. Początkowo trudno było określić powód zajścia. Krzyki i wyzwiska miotane w stronę katowanych skutecznie zagłuszały wszelkie głosy rozsądku. Wygląda na to, że reszta wsi w prowincji nie podeszła do pomysłu włączenia równie entuzjastycznie jak pierwsza osada. Gdyby poseł Króla Zestów zdecydował się objechać pozostałe ziemie zamiast świętować przedwczesne zwycięstwo, być może nadal by żył. Lub nie...

Cosme Cyrian zamiast bogactwa i tytułów dostał miejsce w masowej mogile i niechlubne miano pierwszego zamordowanego emisariusza w historii Królestwa Zestów. Górna Pikardia zbroi się, kto może stawia się z rynsztunkiem bojowym w niedawnym miejscu pełnego śmiechu i zabaw. Wygląda na to, że nie ma mowy o pokojowym załatwieniu sprawy. Jeśli Król Zestów nadal chce tych ziem, będzie musiał iść na wojnę. A wściekły senior rodu Cyrian domaga się zemsty i godnego pochówku dla syna...


  • Misja dyplomatyczna do Górnej Pikardii zakończona całkowitą klęską
  • Cosme Cyrian zamordowany ze świtą
  • Rodzina dyplomaty domaga się sprawiedliwości
  • Górna Pikardia zwołuje Pospolite Ruszenie
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 01 gru 2016, 10:51

Mauregonia, Lukania
48 Po.U.R.*

*po upadku Rumii


- Abb Dżahilla! - głośno powiedział brodaty mężczyzna i wzniósł ręce w górę dla większego zwrócenia uwagi słuchaczy. - Jest tylko Zjednoczone Bóstwo! Bel Gulion i Al Fatir! To oni stworzyli człowieka i dali mu duszę! To oni, bogowie miłosierni, bogowie dobrzy przyjmują dusze wiernych do raju! A gdy nastąpi koniec świata, powrócimy na ziemię, aby żyć odrodzeni, gdy dusza i ciało w pełni się zjednoczą. Odrzućcie bracia fałszywych bałwanów! Odrzućcie Tasza i Baala! Odrzućcie Tireja i Molocha! Ich nie ma, to tylko bałwany, na których ołtarzach przelewana jest krew ludzi! Zjednoczcie się w prawdziwej wierze, jedynej wierze! Nie ma życia poza Zjednoczonymi, nie ma śmierci! Jest życie w raju, a potem wspaniałe odrodzenie! Abb Dżahilla! - jak co dzień, misjonarz wychodził na wzgórze za wioską i nawracał. Zaś miejscowi przychodzili - i codziennie było ich coraz więcej i więcej. Dzisiaj zjawiła się chyba cała wioska. W oczach prostych chłopów widać było coś, czego nie widziano tutaj od dawna - zapał i wiarę... Uczucia, których nie mogły dać stare i zmurszałe wiary przodków... Tego dnia tłum wdarł się do kapliczki bogów południa i obalił posągi... Wieczorem zaś wszyscy modlili się, zwróceni w stronę słońca...

Kalifat Falkenidów jest tworem względnie młodym, którego początku można upatrywać w naukach zmarłego raptem przed siedmioma dekadami proroka Zariif Quabaala. Nauczał on o dwóch bóstwach - Ben Gulione i Al Fatirze - obliczu duchowym i ziemskim. Jego nauki, kładące nacisk na osobistą pobożność, szerzenie wiary i obietnicę wiecznego życia w raju - zaś po końcu świata, odrodzenia ludzkości w nowym, lepszym świecie trafiły na podatny grunt i dzisiaj w Kalifacie, nowa wiara jest zdecydowanie dominująca. Dobry Falkenida nie może jednak zachowywać wiary dla siebie - on MUSI nawracać - słowem, czynem a jeśli to konieczne - także i mieczem. Cały świat musi przyjąć słowo proroka, aby mógł dokonać się koniec świata i aby mogło nastąpić jego odrodzenie. Kalif Satem Hutejn ibn Dżahilla wysłał więc misjonarzy na okoliczne ziemie, aby nawrócili mieszkającą tam ludność. Ci przystąpili do pracy z zapałem i co ciekawe trafili na bardzo podatny na swe nauki grunt. W Mauregonii, zamieszkanej przez ludność, wyznającą kult będący mieszanką religii teredońskiej i punickiej, zaczęto obalać posągi bóstw i kolejne osady przyjmują wiarę w Zjednoczone Bóstwo... O ile postępy nowej religii w Mauregonii są imponujące, to jeszcze sprawniej idzie konwersja w zrujnowanej postimperialnej prowincji Lukanii. Kraina ta, wyniszczona podczas upadku Rumy okazała się być "ziemią obiecaną" dla misjonarzy. Politeizm rumijski, łączący w sobie wpływy południowe i tradycyjnie rumijskie okazał się nie stanowić żadnej konkurencji dla wiary w Zjednoczone Bóstwo. Konwersje są masowe i w niedługim czasie, wyznawcy nowej wiary mogą zacząć przewyższać liczebnie zwolenników starych bogów... Pozostaje jednak pytanie jak zareagują na to najbliższy sąsiedzi Kalifatu. Południowe Imperium może uznać to za ingerencję w prowincjach postimperialnych - z oczywistych względów stanowiących sferę wpływów imperium. Z kolei w Teredonie władzę dzierżą kapłani - tym samym rozwój jakiejkolwiek obcej wiary - zwłaszcza takiej która zaprzecza istnieniu innych bogów stanowi śmiertelne zagrożenie dla ich władzy nad Teredonem...

  • Masowe konwersje w Mauregonii i w Lukanii
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 07 gru 2016, 19:00

Zaruko Erasuma
49 Po.U.R.*

*po upadku Rumii

serpent.jpg


Skute lodem góry północy, to bodaj najmniej przystępny rejon geograficzny Imperiusa. Jednocześnie to domena silnego i nieokrzesanego ludu. nazywającego siebie Zrodzonymi z Gór. Wielcy i włochaci mężowie o nieopisanej tężyźnie fizycznej, potrafiący ponoć kilkoma ciosami topora obalić największe drzewo. To właśnie tu Imperator Zaruko Erasuma wysłał swoje poselstwo. Cel misji nie jest szerzej znany, aczkolwiek historia sama w sobie z pewnością postawi kilka kolejek czegoś mocniejszego w niejednej karczmie kraju niebian...

Noc była ciemna i przeraźliwie mroźna. Mimo buchającego ogniska w chacie wodza posłowie Imperatora co jakiś czas odruchowo pocierali zmarznięte kończyny. Negocjacje nie były długie. Ludom północy obca jest wyszukana sztuka dyplomacji. Wódz przedstawił sprawę jasno - jeśli zarukini udowodnią, że są mężczyznami i nie brak im odwagi, dostaną czego chcą. Najznamienitsi wojownicy plemienia zmierzą się z poselstwem w walce na śmierć i życie w jednym ze świętych gajów. Odziani wyłącznie w przepaski i uzbrojeni w krótkie miecze oddadzą hołd starym bogom swym oddaniem w starciu. Zwyciężą lub zginą. Posłowie po namyśle się zgodzili.

Księżyc w tych stronach daje zawsze niezwykłe, blade światło. Ostrza i oczy wojaków błyszczały przez to niezwykle złowieszczo. Nie zważając na nieprzerwane wycie wilków w oddali, strony ruszyły na siebie po siedmiu, miotając groźby i przekleństwa. Południowcy stanęli w szyku, w miarę możliwości chroniąc siebie nawzajem, starając się wyuczoną taktyką zniwelować przewagę fizyczną wroga. Rośli górale powoli ich otaczali, niczym drapieżnik swą przyszłą ofiarę. Już za chwilę miały rozpocząć się krwawe igrzyska.

Tężyzna fizyczna górali okazała się ogromna. Jednemu z gladiatorów udało się w finezyjny sposób rozbroić wroga, nie przetrwał jednak potwornego ciosu pięści, który przyszedł chwilę później. Jego czaszka rozpadła się jak zgniłe jabłko, zalewając swoich współtowarzyszy krwią i kawałkami mózgu. Widząc to, wściekli zarukini ruszyli na wroga odpłacić za śmierć jednego ze swoich. Ten akt odwagi omal nie kosztował życia kolejnego z poddanych Imperatora, który jednak wykonał przed nadchodzącym ciosem efektowny unik, by w kontrze precyzyjnie podciąć tętnicę udową przeciwnika. Góral zwalił się z łoskotem na ziemię, a litry sikającej z jego nogi krwi ogrzały na chwilę stojących boso w śniegu wojowników. Południowiec dostrzegając szansę, niczym rasowy akrobata, przerzucił się przez plecy upadającego wroga, podniósł jego miecz, wykonał skok z obrotem, podczas którego cisnął bronią w stojącego dalej górala. Trafił w korpus, idealnie między żebra. Barbarzyńca popatrzył przez chwilę w szoku na broczącą ranę, po czym zawył ze wściekłości i wyszarpał ostrze z własnych trzewi. Biegiem ruszył w stronę człowieka, który omal na miejscu go nie zabił. Nie dobiegł, efektownie podcięty przez innego zarukina. Inny z gladiatorów wyskoczył w górę, i upadł z wielką siłą na leżącego, zatapiając swój miecz prosto w sercu wroga.

Kawałek dalej dwóch innych, po tym jak rozbroili się nawzajem, biło się na gołe pięści. Gladiator unikał potężnych ciosów, co chwila kontrując niskim kopnięciem w udo. Rozjuszony barbarzyńca w pewnym momencie skrócił dystans, chwycił poddanego imperatora , podniósł nad swoją głowę i zwalił go z wysokości prosto nad wyciągnięte kolano. Kręgosłup pękł jak zapałka. Nie nacieszył się jednak długo zwycięstwem, gdy inny zarukin pchnął go mieczem w plecy. Barbarzyńcę powaliło na ziemię dopiero trzecie pchnięcie, razem z którym wyrwany został pokaźny kawał jelit.

Zarukini walcząc w przewadze zaczęli flankować wroga i atakować po dwóch na jednego. Taktyka przyniosła z początku przewagę. Ostatecznie na placu boju zostało trzech południowców i jeden z plemienia Zrodzonych z Gór. Jeden z gladiatorów, widząc na zmęczonym wrogu okazję do zdobycia nieśmiertelnej chwały, rzucił się na niego nie zważając na kolegów. Zamierzał wykonać proste pchnięcie w brzuch. Barbarzyńca chwycił jednak klingę tuż przed swoim ciałem, a własnym mieczem odrąbał dzierżącą ją rękę. Zarukin przez chwilę miotał się po gaju, wyjąc z bólu i obryzgując wszystko krwią, po czym padł na ziemię w przedśmiertnych konwulsjach.

Dwóch na jednego. Barbarzyńca miał jednak dwa miecze, którymi energicznie zbijał ataki. Walka była wyrównana, a w pewnym momencie góral prawie ugodził jednego z zarukinów. Widząc pat tej sytuacji, starszy z wojowników kiwnął na młodszego. Ten nie zdążył krzyknąć w proteście. Bohaterski gladiator ruszył z impetem by nadziać się na wystające miecze wroga. Z ostrzami w swoich trzewiach chwycił barbarzyńcę za ręce. Młody, korzystając z okazji wskoczył na kamień ofiarny, wybił się z niego i w locie jednym uderzeniem odciął głowę przeciwnikowi. Fontanna juchy rozlała się po okolicy, topiąc śnieg i zalewając święty gaj.

Nieznany z imienia młodzieniec klęczał pośród stosu trupów oparty o wbity w ziemię miecz. Był zbyt wyczerpany by bronić się przed nadchodzącą w jego stronę postacią. Padł zemdlony na twarz, nie czując mocnego szarpnięcia w górę...

Młodzieniec obudził się w przystrojonej chacie. Obok łoża wyłożonego miękką skórą stała drewniana taca z pieczonymi rybami i dzban piwa. Nie wziął jednak nic do ust i z trudem wyczołgał się na zewnątrz. Przed jego chatą zebrała się cała społeczność. Południowiec otrzymał z powrotem swój miecz. Na rękojeści wódz wyrył jednak jakieś tajemnicze symbole. Jak się później okazało, w tych stronach jest to znak elity. Gladiator otrzymał kawałek ziemi i tytuł. Od teraz był jednym z nich. Zrodzonym z Gór.
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 16 gru 2016, 17:34

Zeruko Erasuma
50 Po.U.R.*

*po upadku Rumii

money13.jpg


Straż pałacu Imperatora z hukiem wyważyła drzwi jednej z gościnnych sypialni dworu. Z obnażonymi mieczami wpadli w pędzie do środka i zaczęli agresywnie przeszukiwać pomieszczenie. Pierze z rozszarpanej pościeli mieszało się w powietrzu z kurzem wzbijającym od trzepanych zasłon. Gdy wydawało się, że przeszukanie nie da żadnego rezultatu, jeden z żołnierzy zauważył poluzowaną deskę w kącie pomieszczenia. Wbicie sztyletu w szczelinę ujawniło skrytkę, która jednak była pusta. Przybyli za późno. Po lokatorze i jego dokumentacji nie było śladu.

Jeden z senatorów dawnego Imperium Rumy miał zasłynąć kiedyś powiedzeniem, że do prowadzenia wojny niezbędne są trzy rzeczy: złoto, złoto i jeszcze raz złoto. Po wygranej kampanii alezyjskiej, wielu zastanawiało się skąd Imperator Zeruko wyciągnął takie jego ilości, że wystarczyło na opłacenie licznego wojska. Część dworu plotkowała, że władca wyprzedał niehonorowo część rodowych skarbów lub otrzymał jakieś hojne dary od plemienia Zrodzonych z Gór. Może z oszczędności z prowadzenia dworu, który splendorem nie przewyższa nikogo, chyba nawet zachodnich plemion dredżańskich… Tak czy owak, władca północy nie poinformował oficjalnie skąd ma tyle złota, co tylko podsycało plotki.

Prawda wyszła jednak na jaw. Pewne informacje można trzymać w sekrecie przez jakiś czas, jednak z czasem w swojej przebiegłości wydostają się na światło dzienne. Imperator po prostu zadłużył swoje państwo u lichwiarzy. I nie byłoby to aż tak zaskakujące, gdyby nie tożsamość lichwiarza. Brokerem transakcji miał być nieznany z imienia południowiec. Przedstawiał się jako „Talar” i zaoferował Imperatorowi pożyczkę na najkorzystniejszy procent. Biznes był prosty: Talar pożycza małą górę złota na wojnę i wyciąga inwestycję z zyskiem gdy wojsko złupi i zajmie nowe tereny. By być na bieżąco z wieściami z frontu, Talar miał dołączyć do imperialnego dworu. Nie wiadomo, skąd sam Talar miał takie fundusze.

Nowy gość pałacu łatwo wdrożył się w życie dworskie. Znany był z opowiadania kwiecistych anegdot i historii podróżniczych. Szybko zaskarbił sobie życzliwość lokalnych arystokratów, którzy zaczęli zapraszać go na bankiety czy polowania. Talar ewidentnie miał dar przekonywania. Ludzie wierzyli mu, gdy opowiadał o swoich świetnych kontaktach handlowych w Rumie Północnej czy nieustępliwych negocjacjach z kupcami Związku Punickiego. Niejako przy okazji uwiarygodnił go sam Imperator, wszak niewielu na tej ziemi posiada tyle pieniędzy, by móc udzielać pożyczek władcom. Tak więc arystokraci omamieni wizją ogromnych zysków wchodzili w rozmaite przedsięwzięcia opracowane przez Talara. Pomysłów było na prawdę mnóstwo. Sprowadzanie wyjątkowych instrumentów dętych z Rzeszy, dalekomorska wyprawa do Hierokracji Bidadari po pieprz, dom lichwiarski w podbitej Alezji, budowa miasta na wyspie aniołów... Pieniądze sypały się do kieszeni Talara szerokim strumieniem, ten słał listy do swoich ludzi i kontrahentów biznesowych, po czym raportował o przebiegu prac zachwyconych inwestorów.

Z czasem wizerunek wirtuoza biznesu zaczął się nieznacznie kruszyć. Ci bardziej sceptyczni wskazywali, że przybysz wydaje się przejawiać przedziwne zainteresowania, a swoim nowym przyjaciołom zadaje pytania w sprawach, które nie powinny go obchodzić. Zawsze oczywiście miał biznesowy pretekst. Gdy pytał o liczebność konnicy w armii imperatorskiej, tłumaczył to importem świetnych rumijskich ostróg dla nieustraszonych żołnierzy. Zainteresowanie wyposażeniem dworu argumentował przyszłym interesem sprowadzania południowych przypraw i korzeni. W końcu jeden z dworzan chcąc rozwiać wątpliwości, przechwycił za stolicą gońca z kolejnym wysłanym listem. Zamiast listu do przyjaciela w Atamanacie (miał sprowadzić do Zeruko Erasuma czystej krwi konie) była wiadomość pisana pismem lustrzanym, opisująca dokładnie w jaki sposób dwór Imperatora zaopatruje się w świeżą żywność. Talar okazał się być szpiegiem!

Wiadomość o prawdziwej naturze gościa z południa uderzyła w dwór niczym grom z jasnego nieba. Szacuje się, że ponad jedna czwarta najwyższej arystokracji Zeruko Erasuma utopiła znaczne środki w "złotych interesach", które okazały się bajaniami mitomana. Nie wiadomo dla kogo szpiegował Talar i jakie informacje przekazał swoim mocodawcom. Nie wiadomo też u kogo właściwie zadłużył się Imperator i jakie będą tego konsekwencje. Trwa szacowanie strat i przesłuchania dworu. Do tej pory nie ustalono w jaki sposób Talar uciekł z pałacu i w którą stronę się udał. Najprawdopodobniej pomogli mu w tym zwerbowani agenci. Jedno jest pewne. Prestiż dawnego zwycięzcy spod Alezji upada na dno niczym dziurawa łajba. Czy Książę Asturii wykorzysta ten moment?

  • Skandal szpiegowski na dworze Imperatora Zeruko Erasuma
  • Liczni arystokraci stracili duże sumy pieniędzy i winą obarczają Imperatora
  • Spadek stabilności o 7%
  • Spadek administracji o 2%
  • Któreś z okolicznych państw weszło w posiadanie wrażliwych informacji państwowych
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 17 gru 2016, 20:10

Królestwo Zestów
50 Po.U.R.*

*po upadku Rumii

miners_at_work.jpg


Król Zestów nie tylko słynie z dobrej polityki ekspansyjnej: jeden poseł zajął ziemie bezkrwawo, drugi dał gardła ale już raz dwa potem przybyła Armia Karna, wichrzycieli rozgoniła na cztery szafoty i podporządkowała prowincję… Król Victori słynie również z inwestycji w poszukiwania geologiczne w rządzonych od dawna, jak i w przyłączonych niedawno prowincjach. Złota na ten cel nie szczędzi.

Pierwsza ekspedycja wysłana do prowincji Agiel i Lyncia. Po tygodniach żmudnej pracy, w górach prowincji Agiel, królewscy poszukiwacze odkryli pokaźne złoża żelaza! Król natychmiast rozkazał budowę kopalni i okolicznej infrastruktury. Górnicy każdego dnia pracują w znoju i pogłębiają chodniki. Urobek jest tak dobry, że starcza na bogatą, cotygodniową karawanę. Region się rozwija dzięki nowo powstałym manufakturom metalurgicznym czy warsztatom kowalskim. Na dostawę wysokiej klasy uzbrojenia czeka również armia królewska.

Król Victor zachwycony dotychczasowymi efektami inwestycji, król wysłał kolejną ekspedycję, złożoną z tych samych ludzi, do prowincji Lyncia. Nie udało się niestety znaleźć niczego interesującego. Król się nie zraził i stwierdził na dworze, że po prostu zbyt mało zaoferował geologom. Już po kilku miesiącach wyruszyło kilka ekspedycji, do trzech prowincji królestwa. Zmotywowani kopacze ruszyli do Lyncii, Agielu i Saary. Niestety w pierwszym roku poszukiwań niczego wartościowego nie znaleźli, a wysłannicy stracili dużo ekwipunku podczas kilku niespodziewanych lawin. Król początkowo zwątpił w możliwy sukces następnych ekspedycji, został jednak przekonany przez królewski departament geologiczny o wznowieniu poszukiwań i zwiększeniu nakładów na ten cel. Specjaliści dokonali niezbędnych obliczeń i ekspertyz, z których wynikało wysokie prawdopodobieństwo występowania bogatych złóż, zwłaszcza w górach Saary. Opłaciły się lata godnego otrzymania dworu. Wysłano ponownie ekspedycję, do tych samych prowincji. I geolodzy mieli rację. I upór króla się opłacił.

Złoto! Królewski geolog Vincent Picardoux wpadł na dwór przed oblicze Króla Victora z grudą złota wielkości pięści. Śmiałek miał odkryć wejście do złoża rudy, przeganiając z jaskini śpiące w niej niedźwiedzie. Jaskinia ma ponoć lśnić połyskującymi grudkami niczym nocne niebo w ciepły, letni dzień. Wysłana na miejsce ekipa rozpoczęła prace przygotowawcze, jednak już na tym etapie nie ma mowy o wątpliwościach. Złoże jest ogromne i przebogate!

Królestwo Zestów ma szansę zostać najbogatszym królestwem tej części świata. Przewidywane zyski z eksploatacji złoża przekraczają najśmielsze marzenia. Górnictwo bez wątpienia stanie się kołem zamachowym dla reszty gospodarki królestwa, nie mówiąc o skoku zysków z handlu. Czy Król Victor I zostanie przez potomnych obdarzony przydomkiem "złoty"? Czy Królestwo Zestów czeka iście złoty wiek, czy wiek miecza i wojen? Informacja o nowych bogactwach Saary bez wątpienia trafiła do sąsiadów... A należy wspomnieć, że jest to niemal niezamieszkała prowincja, sąsiadująca z dwoma agresywnie ekspansywnymi władztwami o całkowicie totalnej, i wzajemnie sprzecznej, wizji regionu: Teredon i Kalifat Dżahila.

  • W prowincji Saara odkryto złoża złota
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 20 gru 2016, 23:51

Zerruko Errasuma
50 Po.U.R.*

*po upadku Rumii

Obrazek


W niewielkiej wiejskiej rezydencji kryjącej się gdzieś pośród pokrytych wrzosami wzgórzach północnego Imperiusa doszło do spotkania, które miało zadecydować o losach całego kraju. W rezydencji rodu Erentxun zebrali się przedstawiciele chyba wszystkich liczących się możnych rodzin Zerrukinów, poza tymi znanymi z bycia najzagorzalszymi zwolennikami panującego imperatora-boga Ellatara II. Fakt faktem, że nie pozostało ich jednak wielu w tych czasach. Zebrani przy stole niemłodzi już mężczyźni nie ufali sobie, a wielu z trudem przełknęło to, że znajdują się w jednym pomieszczeniu z swymi wrogami. Zjednoczyła ich jednak wspólna sprawa i dawne kłótnie i spory miały zostać przynajmniej chwilowo zapomniane.
- Źle się dzieje w naszym państwie. - spokojnie przemawiał cieszący się największym autorytetem czcigodny Unai. - Agintaru prowadzi nas ku klęsce, wiedzie ku zatraceniu. Połowa armii legła czy to w polu czy na zarazę, a Asturia nadal stoi jak stała. Ten rumijski jak mu tam... Imperator, stoi nad granicą i grozi nam. A wtedy Ellatar śle mu wóz srebra! Sam zbroi naszych wrogów!
- Nie wspominając o tym, że do dzisiaj nie złapano tego całego Talara... Ja uważam, że to wszystko był plan Ellatara, aby pozbawić nas majątków! - wtrącił się najmłodszy z zebranych, Aritz.
- Wiemy, żeś cały majątek przetracił na tych interesach... Ale to nie nasz problem. - zaśmiał się jeden z możnych. Artiz poczerwieniał i już miał mu się odciąć, ale Unai uniósł dłonie w uspokajającym geście.
- Spokojnie! Spokojnie. Nie zebraliśmy się tutaj aby się obrażać. Każdy z nas poniósł straty i każdy z nas ma na względzie interes kraju... - po kilku twarzach przemknęły ironiczne uśmiechy. - Chodzi o to jak możemy uratować nasze państwo... Moi ludzie w stolicy otworzą nam bramę miejską i pałacu. Musimy tylko zebrać nasze poczty i....

Akcja przejęcia władzy w stolicy kraju, Abberi, była szybka i sprawna. W ledwie tydzień po spotkaniu do miasta wkroczyła liczna grupa żołnierzy na służbie magnatów. Miasto było na wpół opustoszałe po tym jak agintaru wraz z armią ruszył na południe i pozostała w mieście straż właściwie nie stawiła oporu. Zaskoczony dwór nie zdołał opuścić miasta, którego wszystkie bramy były już obstawione i wszyscy poza nielicznymi, których nie było akurat w mieście albo ukryli się gdzieś w nim, wpadli w ręce magnatów. W ręce możnych trafiła także czwórka nieletnich potomków Ellatara II, w tym następca tronu, Ellatar III.

W skromnej sali tronowej zebrało się kilkunastu przywódców spisku, otoczonych przez swych krewnych i stronników. Trójka najpotężniejszych spiskowców: Unai Erentxun Otegi, Aritz Igartiburu i Eneko Gabilondo, stała przy samym tronie, na którym posadzono wyraźnie przestraszonego księcia. Unai powiódł wzrokiem po zebranych, odchrząknął i zaczął mówić.
- My, najszlachetniejsi z Niebian, zebraliśmy się tutaj aby w tej trudnej dla naszego kraju godzinie zadbać o jego ocalenie. Ellatar II zostaje pozbawiony tronu i wygnany. Niechaj nigdy nie postawi nogi na tej ziemi! Nie był on godzien nosić miana agintaru i nie był prawdziwym Niebianinem! Niechaj żyje Ellatar III, agintaru wszystkich Zerrukinów!
- Niechaj jego panowanie trwa sto lat! - zawołali zebrani.
- My zaś, jako Rada Regencyjna, obejmiemy władzę do czasu aż agintaru będzie w stanie samodzielnie panować. Razem przeprowadzimy nasz kraj przez te trudne czasy!

Tak więc zamach stanu powiódł się, a spiskowcy rozesłali wieści o przejęciu władzy do wszystkich zamków, miast i osad Zerruko Erresuma. Armia Zerrukinów stojąca pod Asturią została zaś wezwana do powrotu i złożenia hołdu Ellatarowi III. Kraj stoi na krawędzi wojny domowej, a sytuacja nie jest jasna. Nie wiadomo jak wiele ziem Zerrukinów uzna Radę, która na razie panuje tylko w stolicy i w prywatnych dobrach magnatów, zaś Ellatar II, choć teoretycznie obalony i daleko od domu, nadal ma pod swoją komendą silną armie. Pytanie jednak komu dochowa ona wierności...

  • W Abberi przeprowadzono zamach stanu
  • Obalono Ellatara II a na intronizowano Ellatara III
  • Wezwano armię Zerruków w Asturii do powrotu do domu i złożenie hołdu Ellatarowi III
  • Ellatar II został ogłoszony banitom i zakazano mu powrotu do kraju
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 23 gru 2016, 19:47

Królestwo Zestów
51 Po.U.R.*

*po upadku Rumii

king.jpg


Ciężkie, drewniane stoły uginały się od bogactwa wyszukanych potraw. Na uczcie podano ponad setkę dań. Rosół na gołębiach, pieczony w całości świniak, gęsina z południowymi owocami oraz specjał dworu Victora Aleksandra- jagnię pieczone po zestyjsku. Toast wzniesiono lokalnym winem w pucharach ze szczerego złota. Król nakazał je wykonać z importowanego kruszcu. W mowie poprzedzającej ucztę, Jego Królewska Mość wyraził się jasno. Te puchary są ostatnią uncją kruszcu kupioną za granicą. Gdy kopalnie Saary ruszą z wydobyciem, w Królestwie Zestów nastanie złoty wiek.

W ciągu ostatnich kilku lat Jego Wysokość Victor Aleksander dokonał więcej niż jakikolwiek inny władca regionu. Sprawnie przyłączył okoliczne prowincje, podwajając wielkość swojego dominium. Królestwo jest w regionie wiodącym producentem żelaza i wyrobów metalurgicznych. To plus dogodne położenie sprawia, że Zestia stała się obowiązkowym przystankiem każdego szanującego się kupca. Teraz, gdy odkryto pokłady złota, ruch handlowy tylko się zwiększy. A razem z nim, zyski do królewskiego skarbca.

Dwór królewski w stolicy przeżywa prawdziwe oblężenie. Zarówno duże jak i pomniejsze rody widzą szansę na powiększenie swego stanu posiadania na złotej bonanzie. Złoża złota mogą być przebogate, ale w górach nie ma żadnej infrastruktury koniecznej do rozpoczęcia wydobycia. Saara jest niezamieszkana i w dalszym ciągu niepoznana. Jednym słowem wszystko trzeba zbudować od zera, a królewskie kontrakty budowlane to pewny i wysoki zysk.

Bez wątpienia w Królestwie Zestów nadchodzi czas boomu gospodarczego. Victor Aleksander ma szansę zostać najbogatszym monarchą regionu. Nie do końca wiadomo jak zareagują sąsiedzi złotego królestwa. Teredon wprawdzie unormował na papierze stosunki dyplomatyczne i handlowe, jednak perspektywa gór pełnych złotego kruszcu może nieco zmienić optykę arcykapłanów świątyni. Kalifat każdego niewiernego traktuje jak wroga, a wojownicza religia mieszkańców tego państwa zakłada, że cała ziemia należy do ich Boga. Imperatorom Północy i Południa Rumy marzy się restauracja wiecznego imperium, co zapewne wymagać będzie niemałej fortuny. Być może niemała działka złota Saary wpadnie w ręce żołdaków...

  • Złote czasy w Królestwie Zestów
  • Rośnie prestiż Victora Aleksandra
  • Na bogato utrzymany dwór Króla przybywają artyści, wzrost stabilności o 1%
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 28 gru 2016, 14:30

Zerruko Errasuma
51 Po.U.R.*

*po upadku Rumii


Noc w Abberi była spokojna. Niewielkie północne miasto mimo rangi stolicy było, nie ma co kryć, mocno prowincjonalne i mało kto chodził ulicami po zmroku. Gdzie mu tam do portowych miast południa, gdzie interesy ubijane są całą dobę i leją się przy tym krew i wino. Dla grupy przemykających między budynkami ludzi była to jednak zaleta... Nikt ich nie zauważył, a strażnicy nie zamierzali wystawiać się na przeraźliwy ziąb i siedzieli po wartowniach... Tylko kilka kluczowych miejsc miało stałe straże. Grupka dotarła do tylnej furtki pałacu imperatorskiego. Jeden z nich cicho zahuczał jako sowa. Na ten dźwięk drzwi otwarły się i wyszedł z nich mężczyzna w stroju gwardzisty, prowadzący niską postać w zgrzebnej sukieneczce służki. Gwardzista rozejrzał się i zauważył grupę. Zbliżył się do nich i lekko pchnął w ich stronę... Ellatara III. Następca imperatora, a od niedawna marionetka spiskowców wyglądał na przestraszonego - jak to siedmioletnie dziecko nierozumiejące co się właściwie do końca dzieje wokół.
- Dobrze. Co z pozostałymi? - szeptem zapytał jeden z mężczyzn.
- Udało nam się dostać wartę przy komnacie księcia. Ale jednak trochę nas za mało i nie ufają nam do końca. Przy reszcie byli ludzie zdrajców. Spróbują, ale nie obiecują. Do tego czasu lepiej opuśćcie miasto. Muszę już iść, czekają na mnie. - gwardzista wycofał się z powrotem do dworu.

Dopiero po kilku godzinach doliczono się braku Ellatara III, gdy miał brać udział w religijnej ceremonii... Książę był już wtedy w drodze do Bastilli, gdzie czekał na niego statek lojalistów...

W stolicy Zerruko Erresuma, niedawno opanowanej przez spiskowców doszło do śmiałego porwania. Grupa młodych szlachciców, wspierających sprawę Ellatara II porwała jego syna, następce i imiennika, aby następnie wysłać go w podróż do swego ojca. Akcja powiodła się, chociaż spiskowców schwytano - jednak z racji swego urodzenia raczej pozostaną bezkarni. Pozycja rady regencyjnej osłabła - utraciła ona swoją marionetkę jak i obnażona została jej słabość, skoro dała sobie wykraść swojego "imperatora" dosłownie spod nosa. W ich rękach pozostała reszta potomków Ellatara II, jednak jest to marne pocieszenie - bo koronowany przez nich "władca" jest poza ich zasięgiem, a intronizacja kolejnego zakrawałaby na farsę. Do czasu porwania prawie połowa kraju przysięgła jednak wsparcie możnym - z których wielu świadomych jest tego, że sprawy zaszły za daleko aby móc się wycofać... Z pewnością jednak autorytet regentów znacząco podupadł i wielu zadaje sobie pytanie - czy na pewno postawili na właściwego konia...

  • Ellatar III został uprowadzony (uratowany) z dworu w Zerruko i odeskortowany do ojca w Meranii
  • Autorytet Magnaterii jako Rady Regencyjnej mocno zachwiany
  • Blisko połowa rdzennego Zerruko popiera Radę Regencyjną

Wróć do „Wydarzenia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość