***

Rekrutacja do edycji XII Imperiusa wystartowała pod tym adresem: http://imperius.chilioi.webd.pl/index.php

***

Zapraszamy do ImperWiki

* * *
Koniec edycji XI (finalna tura 544), trwają przygotowania do startu edycji XII.

Wydarzenia

Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 26 mar 2017, 0:16

Związek Punicki
64 O.U.R.*

*od upadku Rumy


bull-wall-st-2.jpg


8 lat temu, gdy dopiero powstawała w Związku Punickim sekta fanatycznych Dzieci Molocha, niewielu wróżyło jej świetlaną przyszłość. Religia, choć dla wielu mieszkańców wysp południa ważna, nigdy nie wyparła przedsiębiorczości i kultu pieniądza, które były wyróżnikiem licznych kupców szukających szczęścia w portach całego Imperiusa. Wiadomym było, że choć wyznając swoich bogów, to Punijczycy zawsze dostosują się do miejscowych zwyczajów; jedynie po to jednak, aby móc nabić sobie kabzy. I tak Punijczycy w Teredonie nie uchybiali miejscowej wierze składając naznaczone ofiary na świątynie, w Bidadari wychwalali boskiego dalajlamę, a nawet w dalekim Zerruko oddawali boską część tym Zerrukinom, z którymi mogli ubić dobry interes. W 56 roku od upadku Rumy zaczęło się to jednak zmieniać. Zasięg działalności kultystów ograniczał się przede wszystkim do głównej wyspy Związku: Punicji, związany był przy tym z jednym z najmroczniejszych bóstw tamtejszego panteonu: potężnym bykiem Molochem.

Sufeta Związku nie czekał z reakcją: od samego początku postanowił trzymać rękę na pulsie i starać się rozładowywać napięcia wewnętrzne. Molochici rośli jednak w siłę i nie zamierzali poprzestać na działalności zwykłego bractwa przyświątynnego. Już dwa lata po powstaniu, ruch ten zradykalizował się do tego stopnia, że pozwolił sobie na otwarte działania uderzające w ład Związku: napadano na obcych, porywano także i obywateli Punicji, którzy według kultystów nie byli "dostatecznie pobożni". Piece świątynne przyjęły wiele ofiar, kapłani coraz jawniej wspierali wichrzycieli. Wśród coraz częstszych haseł głoszonych przez zbrojne bandy fanatyków znajdowało się wprowadzenie trybunałów religijnych z prawem do zasądzania kary śmierci. Na to obecne władze nie mogły się jednak zgodzić.

W wyniku sprawnej akcji tajnych służb sufety Mago, udało się praktycznie w jedną noc uciąć głowę smoka, za jakiego uważano kult Dzieci Molocha. Seria aresztowań i zabójstw w roku 59, a później wydane prawo przeciw kultystom miało położyć kres niepokojom. Spokój zagościł wśród mieszkańców południowych wysp.

Nie trwało to jednak długo. Już w dwa lata później miało wyjść na jaw, że poprzednie działania są jedynie powierzchownym rozwiązaniem. Kultyści zostali pozbawieni najbardziej radykalnych bojówkarzy i wielu przywódców. Sam ruch nie został jednak powstrzymany. Malchus Krwawy, kapłan Molocha, przygotowywał swój plan pieczołowicie. Na fali rosnących niepokojów, idąc wzorcem sufety Mago, zdecydował się na koncentracje sił i jedno decydujące uderzenie. Jak wcześniej Dzieci Molocha zostały rozbite w jeden dzień, tak teraz zamach stanu odbył się podobnie. Ostatecznie władzę przejęli kapłani, dotychczasowi przywódcy Związku zostali aresztowani. Część przywitała się z piecami świątynnymi, część po dziś dzień czeka na decyzję dotyczącą swojego losu. Religia zatriumfowała nad zdrowym rozsądkiem.

Epitafium istnienia świeckiego Związku był bunt Hortatora Hirama, brata aresztowanego sufety, dowódcy Węży Dagona - eskadry stacjonującej na najdalej na zachód wysuniętych wyspach Związku Punickiego. Próbował on szukać wsparcia wśród okolicznych potęg, ostatecznie jednak został osamotniony. Niezdecydowana postawa "Tarczy Baala" stacjonującej na Wyspach Perłowych mogła dawać mu nadzieję, uznanie jednak przez nią nowych władz Związku pogrzebało szanse na zwycięstwo. Ostatecznie Hiram został pokonany, pojmano go i przewieziono do Tyru. Na wyspie R'yleh zbudowano wielki piec Molocha, pokazując dominację kultu Molocha nad Dagonem. Sam Hortator, wraz z archontem R'yleh, zostali publicznie poćwiartowani i złożeni w Tyrze w ofierze Molochowi. Ich doczesne szczątki zostały wrzucone do pieca. Kolejny członek dumnego niegdyś rodu Magonidów zakończył swoją podróż po świecie w ogniach świątyni.

Punicja w ciągu ośmiu lat przeszła gruntowną zmianę. Od państwa kupieckiego, gdzie zysk był naczelnym imperatywem wszelkich działań, do fanatycznego i okrutnego religijnego totalitaryzmu. Z pewnością wciąż znajduje się tam wielu niezadowolonych z takiego obrotu sprawy, terror i poparcie większości jakim cieszy się Wielki Septon skutecznie hamuje niepokoje. Dla wielu wraz ze śmiercią Hirama odeszła do przeszłości pewna epoka: epoka handlu i wolności. Jednak każdy kres jest początkiem czegoś nowego. Co przyniesie przyszłość? Zdaje się, że nawet puniccy bogowie nie są tego pewni.

  • Związek Punicki staje się w pełni państwem wyznaniowym
  • Skruszono ostatnie ogniska zorganizowanej rebelii przeciwko władzy kapłanów
  • Wzrost stabilności Związku Punickiego o 10%
  • Wzrost administracji Związku Punickiego o 5%
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 29 mar 2017, 16:20

Hrabstwo Artois
64 Po.U.R.*

*po upadku Rumii

supporting_troops_by_pervandr-d37ztsu.jpg



Długa i krwawa wojna zestyjska zdaje się dobiegać końca. Król Victor Aleksandryjski podpisał już pokój zarówno z Imperium Północnorumijskim jak i świątynnym państwem Teredonu, a pośrednio także z Maharatszą. Zestom pozostał już tylko jeden niezakończony front - wojna z Kalifatem Dżahilli oraz ich wasalem, księciem Beocji. Beocja oraz Artois to dwie niewielkie domeny, wasalne państwa, utworzone w przeszłości za zgodą i porozumieniem Króla i Kalifa. Jak wszyscy mogli podejrzewać, leżąca bardziej an wschodzie Beocja stanowiła strefę wpływów Falklenidów, podczas gdy zachodnie Artois podlegało zwierzchnictwu zestyjskiemu. Taki przynajmniej był plan...

W kilka lat później, okazało się bowiem, że zatwierdzony przez króla Victora margrabia, niejaki Komnen Syla, po kryjomu wyznawał Zjednoczonych Bogów, promując jednocześnie tą właśnie wiarę wśród swych poddanych. Fakt ten ujawniony został w dość nieoczekiwanej sytuacji - w roku sześćdziesiątym bowiem armie Kalifa wkroczyły do Artois z zamiarem podporządkowania prowincji przed uderzeniem na królestwo Zestów. Jakież było zdziwienie Al-Habbasa i jego żołnierzy, gdy powitani zostali oni przez współwyznawców, praktycznie całkowicie dominujących Artois. Doszło na tym tle do niemałego kryzysu dyplomatycznego, gdy zgodnie ze swymi zwyczajami, falklenidzi ścięli pragnących ich powitać posłów od hrabiego Komnena. Gdy jednak poukładano fakty, problemem stało się zaopatrzenie, które miano zdobyć na miejscowych. Doszło na tym tle do niesubordynacji jednego z dowódców podległych Al-Habbasowi, który jednak dość sprawnie opanował sytuacje, skazując Akbara na śmierć przez rozerwanie końmi. Następnie falklenidzka armia ruszyła ku zestyjskiej Saarze, słynnej z tamtejszych kopalni złota. Wspierani przez beockie posiłki dżahillczycy zostali jednak pokonani przez Zestów, wspieranych przez licznych najemników, a także Zerrukinów i d'Armorauczyków. Al-Habbas zmuszony był wycofać się do Beocji, porzucając Artois. W następnych latach walki odsunęły się jeszcze bardziej, dzięki kontratakowi Zestów w Haafas, przeprowadzonego przez najemnego dowódcę Norbina de Vesne. Działania wojenne w okolicy przycichły, jako że główne armie zestyjskie ruszyły do Nicei, a Falklenidzi nie podejmowali dalszych działań zaczepnych. Spokoju w hrabstwie dopilnowywał zresztą niewielki zestyjski garnizon, mający za zadanie opóźniać i w miarę możliwości powstrzymywać ewentualne działania wojowników Kalifa. W końcu, w roku sześćdziesiątym trzecim, doszło do wielkiej bitwy między Lyncią a Agiel, która okazała się być dla Zestów wielką przegraną. Podpisany po niej pokój z Teredonem i Maharatszą oddawał tym państwom całe ziemie d'Armoraux, odbierając także Królestwu Górną Pikardię. Mimo tych strat, król Victor mógł wreszcie skupić się na problemie ze strony Kalifatu, nie objętego traktatem pokojowym. Zaczął od ukarania niewiernego hrabiego...

-Komnenie Syla, synu Teranda Syla. Jako że zdrajcą będąc, niegodzien jesteś stąpać po ziemi królestwa, będziesz położony pod włóczydło drewniane i na włóczydle tym końmi będziesz zawleczony na plac miejski. Jako że zdrajcą będąc, niegodzien jesteś oddychać powietrzem królestwa, będziesz na placu ręką kata powieszony za szyje na szubienicy, między niebem a ziemią. I będziesz tam wisiał dopóty, dopóki nie umrzesz. Ciało twoje zostanie spalone, a popiół na cztery rozrzucone wiatry.
-Kommenie Syla, synu Teranda Syla, były hrabio Artois, zdrajco. W imieniu miłościwie nam panującego króla Victora Aleksandryjskiego, skazując cię, po raz ostatni wypowiadam twoje imię. Od tej chwili niech będzie ono zapomniane


Wyrok wykonano szybko, poprzedzając go jedynie krótką formalną ceremonią, w trakcie której hrabia publicznie przyznał się do przedstawionych mu zarzutów i poprosił o łaskę dla swej rodziny, wyrzekając się swych błędów. Jego ostatnie życzenie spełniono - reszta jego rodu przewieziona została do Lille, gdzie zdani są na łaskę i niełaskę króla Victora. Tymczasem monarcha zaczął rozglądać się za nowym kandydatem na to stanowisko. Jego wybór padł na przybyłego z północnej Asturii hrabiego Henryka Hatuxa, którego oddział błędnych rycerzy wsparł zestyjskie siły w ostatniej bitwie, osłaniając ich odwrót i plądrując obóz teredońskich wojsk. Uroczystość hołdu lennego odbyła się sprawnie, a wojska Zestów i chorągiew rycerzy hrabiego wkroczyły do Artois, podporządkowują je. Jeśli nawet miejscowi myśleli o stawieniu oporu, to wobec wycofania się sił Kalifa i silnej prezencji wojskowej nowego władcy nie zdecydowali się na rewoltę. Część z nich pamięta również zapewne mordy i grabieże Ackbara, które zachwiały nieco wiarą w dobrodziejstwa płynące ze strony sług Kalifa. Nie wiadomo jak dalej potoczą się losy hrabstwa Artois, jej nowego pana i dwóch państw, mających w tej kwestii najwięcej do powiedzenia - Kalifatu i Królestwa. Powielmy więc klasyków, powtarzając znany frazes: Czas pokaże.

  • Hrabia Artois zostaje ścięty za zdradę
  • Nowym Hrabią Artois zostaje Henryk Hatux
  • Hrabia Henryk zostaje wasalem Króla Zestów, Victora Aleksandryjczyka
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 29 mar 2017, 16:24

Królestwo Zestów
64 Po.U.R.*

*po upadku Rumii



Pokój zestyjski, kończący dziewięcioletnią wojnę, dla mieszkańców zniszczonych terenów Saary i Nicei miał być początkiem odbudowy spalonych domów i zdeptanych pól. Zupełnie inne plany mieli dowódcy wojsk Teredonu, którzy chcieli sprawić królowi Victorowi Aleksandryjczykowi „niespodziankę pożegnalną”.

-Macie pół godziny na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy i przygotowanie się do podróży- zakomunikował teredoński oficer, sołtysowi zestyjskiej wsi- Cała wieś ma wyruszyć. Pójdziecie na zachód. Na miejscu dostaniecie pole ziemi i materiały na zbudowanie gospodarstw. Ale radzę nie stawiać oporu- mówiąc to wyciągnął miecz z pochwy. Zdziwiony i przestraszony sołtys tylko pokiwał głową, nie mówiąc żadnych słów. Teredończykowi to wystarczyło. Odwrócił się i odszedł do swoich żołnierzy.
-Panie oficerze, dlaczego mamy wypędzać tych chłopów z ich gospodarstw?- spytał się żołnierz.
-Bo zasiedlą Pikarię- odpowiedział- Nie wiem co w tym dziwnego.
-Tak jest panie oficerze! Ziemia dla jakiś świniopasów, a nie dla wiernych żołnierzy Teredonu…- powiedział szeptem do siebie.
-Weterani też dostaną ziemię, ale jeśli nadal będziesz tak się zachowywał, to zamiast tego, pojedziesz na front dredżyjski.
-Tak jest!- krzyknął żołnierz, po czym oddalił się.
Po półgodzinie…
-To wszyscy?- spytał się oficer, lustrując chłopów wzrokiem.
-Tak panie.- powiedział wystraszony sołtys.
-Sprawdźcie to.- rozkazał żołnierzom.
Po kilku minutach żołnierze wrócili, prowadząc przed sobą rodzinę.
-Schowali się w stodole- powiedział żołnierz.
-Nigdzie nie idziemy! To jest nasza ziemia!- krzyknął chłop.
-Zwiążcie ich! Jeśli będą stawiać opór, obijcie pałkami. Tylko nie za mocno, muszą cali dotrzeć na zachód.- rozkazał.

Podobne sytuacje, miały miejsce na całym obszarze przemarszu sił Teredonu. Wojska nakłaniały, czy to przemocą czy obietnicami, do porzucenia swoich gospodarstw i udania się do Pikari. Po początkowych sukcesach operacji, coraz więc chłopów uciekało do lasów, na widok zbliżających się żołnierzy. Kilka teredońskich grup zostało zaatakowanych przez maruderów, złożonych z zestyjskiego rycerstwa, ale nie mogło przynieść to zakończenia akcji. Proporcja sił zbyt mocno przemawiała na korzyść Teredonu.
Sytuacja uspokoiła się po przejściu wojsk przez granicę. Chłopi wyszli z lasów i udali się do swoich, opuszczonych wiosek. Natomiast ci, którzy udali się do Pikari, otrzymali wkrótce ziemię. Prowincja była opuszczona i biedna, dlatego wystarczyło jej dla wszystkich. Zaczęto podnosić, całkowicie zniszczoną krainę, ze zgliszczy. Jak wkrótce się okazało, że pomysłodawcą akcji był głównodowodzący armią, wysoki kapłan Darin. Nie powiadomił o swoich zamiarach arcykapłana, mimo to, na pewno będzie mógł liczyć na jego przychylność.

  • Wojska Teredonu opuszczając Królestwo Zestów, zabrali ze sobą dużą liczbę chłopstwa z ich majątkami
  • Spadek wartości Nicei o 1 pkt
  • Spadek wartości Saary o 3 pkt
  • Wzrost wartości Pikardii o 4 pkt
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 29 mar 2017, 16:38

Hierokracja Bidadari
65 Po.U.R.*

*po upadku Rumii



Czwórka raz jeszcze zebrała się do rozgrywki. Grali od dawna. Zaczęli zanim jeszcze powstał ten świat. I poprzedni i jeszcze poprzedni. Niezliczone miliony umarły podczas ich rozgrywek. Teraz rozłożona była nowa plansza. Nieludzcy gracze z ciekawością przyglądali się sytuacji po ostatnich ruchach. Ostatnie kilka z nich zdecydowanie należało do Wojny. Uwaga skupiała się na centrum planszy, na zgromadzonych tam pionach. Jedna z postaci sięgnęła jednak do talii i wyciągnęła nową kartę. Położyła ją na stole, zostawiając kawałek gnijącej skóry.
- Plaga. - wraz z tym słowem z ust gracza wydostało się kilka much.
- Chmara! - wychudła i wysuszona dłoń rzuciła kolejną kartę, przedstawiającą rój szczurów.
- Niezgoda. - zabrzęczał metalicznie trzeci gracz. Wszyscy spojrzeli na ostatniego gracza, zasiadającego na swym kościanym tronie. Wszyscy spodziewali się jakie będzie ostatnie słowo.

W porcie Dharmathy było nadzwyczaj tłoczno i ruchliwie. Na statki ładowano dziesiątki skrzyń wypełnionych południowymi przyprawami, żywnością czy ziołami. Mieszki monet z całego świata zmieniały właścicieli, powstawały i upadały fortuny. Słowa wykrzykiwane w wielu językach i dialektach tworzyły prawdziwą kakofonię - odgłosy ruchliwego portu handlowego. Tego dnia z jednego z rumijskich statków zeszło jednak kilku więcej pasażerów niż przewidziano. Szybko zniknęli w ciemnych zaułkach dzielnicy portowej, niezauważeni przez nikogo poza rozleniwionym kotem, który wolał jednak grzać się w popołudniowym słońcu niż ruszyć za nimi... Nie była to ostatnia taka grupa. Bidadari miało okazać się prawdziwą ziemią obiecaną, pełną słabo pilnowanej żywności... Po kilku miesiącach były ich setki, potem zaś tysiące...

- Niechaj to wszystko demony! - ryknął sfrustrowany Liao. Po chwili gniew zastąpiło zrezygnowanie. Mleko już się rozlało, a ryż nie nadawał się do niczego. W magazynie dosłownie roiło się od szczurów. Dobrały się do chyba każdego worka, a czego nie zjadły to splugawiły. Gdy otworzył drzwi, dziesiątki gryzoni uciekły na widok człowieka, jednak nadal słyszał szuranie gdzieś w półmroku. Ostatnio szczury stały się prawdziwą plagą - i to nie miejscowe, szare a jakieś nowe - wielkie i brązowe. Takich jeszcze nie widział... Nagle poczuł ugryzienie. Odruchowo roztarł niewielką rankę na szyi. Coś zdaje się go oblazło... I swędziało jak wszystkie demony.

- Oddech Reszefa. - szepnął przerażony Hanno, gdy tylko ujrzał leżącego na nabrzeżu trupa. Charakterystyczne strupy pokrywające całe ciało... Znał ten widok. Trzydzieści lat temu, gdy był jeszcze młody widział epidemię w Byblos. Stracił wtedy brata... Teraz przybył do Phabhaphy aby odebrać towar z faktorii. Teraz doszedł do wniosku, że nie była to najmądrzejsza decyzja w jego życiu. Gdy szedł ulicami, mijał dziesiątki ludzi w różnym stadium choroby. Wielu z nich było już zapewne martwych, albo dogorywało. Nikt się nimi nie zajmował. W bocznych uliczkach krążyli bandyci, u których chciwość przeważyła nad strachem. Widział epidemię w Byblos, jednak w żaden sposób nie była ona podobna do tej tutaj. Tyle śmierci... Miasto wyglądało niczym przedsionek piekła.
- Wracamy. - powiedział w końcu do swoich towarzyszy Hanno. - Nie wezmę ani jednej skrzyni z tego przeklętego przez bogów miasta. Wszystko tutaj dotknęła Reszef. Wracamy do domu...

- To znak! Znak końca czasów! Śmierć, śmierć wokół nas! Dotyka każdego, chłopa, niewolnika, bogacza i lamę. Każdy jest równy wobec śmierci. Gdzie był Syn Niebios gdy umierał mój syn? Jeżeli naprawdę jest bogiem to dlaczego nas nie ocalił? Jeżeli czuwa nad nami to dlaczego pozwolił na ogrom śmierci? Powiem wam dlaczego, bo jest takim samym człowiekiem jak my! Każdy może być Synem Niebios, każdy może rządzić! - tłum wychudzonych wieśniaków z rosnącym zainteresowaniem słuchał słów obdartego kaznodziei...

Czerwona ospa, nazywana była czasem także rumijską lub Wielkim Pomorem. Uważa się jednak, że pochodzi ona z okolic Delty Teredonu, gdzie w archiwach kapłańskich odnaleźć można pierwsze zapisy o tej chorobie. Powracała ona regularnie co kilka dekad i była uważana za gniew bogów, w szczególności Tasza. Z czasem choroba rozprzestrzeniła się na sąsiednie krainy. Uważa się, że to ona była przyczyną opuszczenia przez Punijczyków R'yleh i Wysp Lazurowych, które zasiedlono ponownie dopiero w latach pięćdziesiątych po upadku Rumy. Podczas najazdu nomadów na Chanaan, ospa uderzyła w napływowe plemiona, zadając im straty tak potężne, że podbój kraju przez Falkenidów stał się właściwie tylko formalnością. W krajów Zestów i d'Armoraux znana była jako Czerwona Śmierć, "La Mort Rouge". Na Punicji zaś, wzorem Teredonu, zwano ją "Oddechem Reszefa" i kojarzono ją z boginią zaraz. Z czasem czerwona ospa straciła na zjadliwości, wskutek uodpornienia się znacznej części populacji. Plaga nawracała regularnie na południu, jednak jej śmiertelność zmalała do zaledwie średnio kilku procent w porównaniu do dawnych kilkudziesięciu. Ostatnią wielką pandemią na kontynencie był Wielki Pomór, spowodowany przez zmutowany szczep bakterii czerwonej ospy, pochodzący od czarnoskórych niewolników. Szybko rozprzestrzeniła się w całym Teredonie, przyczyniając się do sukcesu rebelii niewolniczej, zabiła czwartą część populacji Tyru i dotarła do Rumy, gdzie rzuciła na kolana osłabioną Rumę, kładąc kres staremu imperium. Ocenia się, że w jej wyniku zginęło od trzydziestu do pięćdziesięciu procent mieszkańców Imperium, co czyni Wielki Pomór największą epidemią w dziejach. Pomór był tak straszliwy, że choroba zyskała sobie od tego czasu miano rumijskiej. Jednak, był to ostatni taki atak choroby na właściwym Imperiusie. Choroba miała jednak jeszcze raz uderzyć na południu: na wyspie Bidadari, przez wieki odciętej od reszty świata i zamieszkałej przez ludność mającą ograniczony kontakt z kontynentem i nieuodpornioną na tamtejsze choroby. Uważa się, że przeniesiona została przez teredońskiego szczura czarnego, przywleczonego przez kupców. Żerujące na szczurach pchły przyczyniły się następnie do przeniesienia zarazy na miejscowych. Bidadari było w tamtych czasie krajem gęsto zaludnionym i choroba roznosiła się szybko, zaś szczury mogły obficie rozmnożyć się w przepełnionych żywnością magazynach. Na chorobę nie pomagały nawet ówcześnie stosowane zioła do dziś stosowane w zaskakująco skutecznej bidadarskiej medycynie tradycyjnej. Ówcześnie żyjącym wydawało się, że oto nadeszła apokalipsa...

"Choroby Imperiusa", Tytus Sarmatus

  • W portach Hierokracji wybuchły ogniska ospy
  • W kilka tygodni, szczury przy pomocy rdzennej ludności, rozniosły chorobę do wszystkich większych ośrodków miejskich na wyspie
  • Szacuje się, że piąta część ludności choruje; martwych nie idzie zliczyć
  • Brak lekarstwa uniemożliwia opanowanie choroby; mniejsze osady zamykają się przed jakimikolwiek gośćmi
  • W portach zarządcy wprowadzili obowiązkową kwarantannę i nie wpuszczają żadnych statków, ani kupców
  • Spadek stabilności w Bidadari o 10%
  • Spadek administracji w Bidadari o 2%
  • Spadek modyfikatora handlu w Bidadari o 5%
  • Spadek modyfikatora handlu w Punicji i Rzeszy o 1%
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 08 kwie 2017, 18:23

Kalifat Dżahilla
65 Po.U.R.*

*po upadku Rumii

billionphotos-1657409.jpg


Minęło już sześć lat od kiedy przypadkowa eksplozja nowego wynalazku omal nie zakończyła życia Kalifa Satema, wprawiając jego dworzan i rodzinę w niemałe przerażenie. Władca po pewnym czasie wydobrzał jednak i mimo, iż oficjalnie twory alchemika ochrzczono mianem "piekielnych wynalazków", to w pewien czas później ozdrowiały Kalif rozkazał przeszukać zapiski Dżabira, syna Hajjana, by odnaleźć recepturę owej samobójczej broni. Być może zamierzał posyłać ją swym wrogom w prezencie, licząc iż będą mieli jeszcze mniej szczęścia przy jej testowaniu niż on?

Zadanie, które wyznaczył Kalif swym uczonym, okazało się nie być łatwe. Z typową dla zazdrosnych o swe sekrety i wszędzie węszących konkurencje alchemików ostrożnością, Dżabir starannie zaszyfrował i poukrywał swe notatki, zapewne zamierzając nie pozwolić usunąć się w cień, gdyby efekty jego pracy zyskały aprobatę Kalifa. Falklenidzkie mądre głowy długo ślęczały nad pochyłym pismem zmarłego alchemika, snując kolejne przypuszczenia i domysły. Po wielu, bardzo wielu miesiącach żmudnej pracy, która zdawała się wieść donikąd, nawet najwytrwalsi z nich stracili w końcu nadzieję na pomyślne rozwiązanie problemu. Mimo świadomości, że może się to dla nich wyjątkowo źle skończyć, zdali oni przed Kalifem relacje ze swojego niepowodzenia.

Jakiś czas później, podczas sprzątania stanowisk, przy których rozmaici fachowcy próbowali odtworzyć replikę granatu, doszło jednak do innego, przypadkowego odkrycia. Jeden ze sprzątaczy przez swoją nieuwagę zmieszał dwie stojące w osobnych słojach substancje, przesypując je do jednego pojemnika. Los, a może ręka Zjednoczonych Bogów sprawiła, że pojemnik ten stał blisko paleniska. Następnego dnia przypadkowa iskra padła prosto do pojemnika, wywołując niewielką eksplozje - na szczęście dla przebywających akurat w pomieszczeniu ludzi, całkowicie inną od tej, którą wywołał ongiś Al-Granad Dżabira. Płomień był równie głośny, jednak mnie niósł ze sobą morderczych odłamków, lecz kolorowe iskry - niebieskie, żółte, zielone i fioletowe. Oniemiali uczeni w te pędy rzucili się zbadać owo dziwne zdarzenie. Już wkrótce przed Kalifem zaprezentowane zostało z dumą ich nowe, niezwykłe dzieło - fajerwerki.

Cóż by tu wiele nie mówić - niezależnie od tego, czy Kalif był zawiedziony owym niepowodzeniem, jego dworzanom i poddanym nowe odkrycie niezwykle przypadło do gustu. W całym Kalifacie zapanowała wielka moda na fajerwerki, odpalane nawet z błahych okazji. Urodziny? Owszem. Pogrzeb? Czemu nie. Ślub? A jakże! Narodziny? Imieniny? Polowanie? Dobicie targu? Praktycznie każda okazja może być dobra, jeśli tylko jest pretekstem, by cieszyć oczy kolorowymi zabawkami. Nawet sam pałac Kalifa nie jest wolny od tego trendu, wręcz przeciwnie - podczas wieczornych, uroczystych wieczerzy, całe okoliczne niebo rozbłyska wielobarwnym blaskiem, oświetlając okolicę niczym w pełni dnia. I chociaż niektórzy, co bardziej konserwatywni imamowie i dewoci z niechęcią patrzą na owe igraszki, to nikt nie może zaprzeczyć, że dla większości populacji jest to doskonała atrakcja!

  • W Kalifacie Dżahila wynaleziono fajerwerki
  • Okazały się ostatnim krzykiem mody i zostały wprowadzone do powszechnego użytku
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 09 kwie 2017, 19:35

Królestwo d'Armoraux
65 Po.U.R.*

*po upadku Rumii


Młody książę…- powitał Aare Lucysewicza nadworny historyk Udmurgi Suali Somi. –Podczas naszych ostatnich lekcji, rozmawialiśmy o wojnie asturskiej i jej wpływowi na obecny kształt Imperiusa. Dzisiaj zaczniemy omawiać wojnę zestyjską. Proszę, podejdź do mapy.

Książę podszedł do wielkiego stołu, na których leżała mapa całego świata. Obok położone były drewniane, kolorowe znaczniki, przedstawiające: wojowników, miasta, zamki i statki.

-Wśród historyków toczą się spory, kiedy dokładnie wybuchł konflikt. Zdaniem Bernarda z Croy, wojna rozpoczęła się w 57 roku. Według mnie, wybuchła wcześniej. Cofnijmy się do roku 54. Wtedy Maharsztra wkroczyła i zajęła swoją Wysoką Armią krainę Mithilę, znajdującą się pod strefą wpływów królestwa D’Armoraux. Spodziewając się możliwej kontr odpowiedzi, z ich strony, maharadża wezwał na pomoc wojska sojuszniczego Teredonu.- mówiąc to, Suali ustawił różowy znacznik wojownika na Mithili. Drugi, fioletowy na delcie.
-Nie pomylono się. Wpływowy markiz de Putin zdołał przekonać króla Filipa, by wysłać armię i ją odbić. Samemu stanął na czele wojsk. Do spotkania w obu stron doszło nad rzeką Gówień.- pokazał uczniowi rzekę płynącą centralnie przez Mithilę. Postawił przy niej jasnoniebieski znacznik wojownika, przybliżył również różowy znacznik.
-Początkowo bitwa przebiegała po myśli Armoryjczyków. Zdołano rozbić i zmusić do cofnięcia wojska Maharasztry. Wtedy właśnie dobiegły do de Putina wieści o zbliżającym się biczu Tereja. Druga część bitwy zakończyła się masakrą żołnierzy D’Armoraux, urządzoną przez maharasztrańskie słonie.- przewrócił jasnoniebieski pionek i odłożył go.
-Po bitwie Maharasztra nie kontynuowała ataku. Zadowoliła się umocnieniem już zdobytego terenu. Spokój trwał przez 3 lata, w czasie którego D’Armoraux zaczęło upadać. Winny temu był gnuśny król Filip, który nie interesował się sprawami wykraczającymi poza jego stolicę. Nastąpił wielki głód, bandyci zaczęli napadać na wioski. Do kraju wkroczyły dwie, wrogie sobie armie: teredońsko-maharasztrańska i zestyjska. Filip został obalony przez swojego kuzyna Francisa, sprzymierzonego i podporządkowanemu Zestom.- historyk przesunął różowy i fioletowy pionki do zachodniej Elani. Żółty, symbolizujący Teredon, do wschodniej Elani.
-Obie armie rozdzieliła rzeka Somma- wskazał ją na mapie.

-Ofensywa południowców ruszyła na wiosnę 58 roku. Armia Wyzwolenia, walcząca u ujścia rzeki, zdołała zdobyć bród i pokonać oddziały dowodzone przez Publiusza Korneliusza Emulianusa i Juliusza Sędziwego. Teredończycy zaczęli się przeprawiać, kiedy zaatakowała ich od tyłu konna armia „Słońca”. Zestowie spóźnili się i zdążyli splądrować jedynie wozy z zapasami żywności. W tym samym czasie, Maharasztrowie próbowali przekroczyć rzekę bardziej na północ. Próby przedarcia, skończyły się fiaskiem. Armoryjczycy zdołali przestraszyć słonie, które zaczęły zabijać własnych żołnierzy. Wysoka Armia cofnęła się i dołączyła na południu do Teredończyków. – przesunął różowy i fioletowy pionki na drugą stronę Sommy. Cofnął trochę złoty i bladoniebieski pionki. Ustawił w Lietiani złoty pionek, symbolizujący armię „Słońca”.

-W roku 59, Teredon postanowił wysłać do Górnej Pikardii konnych wojowników, żeby palili, łupili i niszczyli wioski i miasteczka. Obrona była wyjątkowo nieudana. Zestowie wprawdzie powołali armię, ale w jej skład wchodziły głównie oddziały piechoty. Skończyło się to na bezkarnej grabieży- Zestowie nie byli w stanie dopaść Teredończyków. – postawił w Górnej Pikardii fioletowy znacznik.
-W tym czasie, miała miejsce II bitwa przy brodzie południowym. Wojska zestyjsko-armoryjskie wzięły w kleszcze zaskoczonych południowców. Podniesione wody Sommy uniemożliwiły im ucieczkę na drugą stronę. Wielu z nich zginęło, a jeszcze więcej dostało się do niewoli. W bitwie uczestniczyli Dredżowie, którzy dzięki dyplomacji zestyjskiej, dołączyły do wojny. Nie wiedziano jeszcze, że do Letiani zmierza armia Odsieczy. Kiedy odkryto ich obecność, dowódca konnej armii „Słońce” zaatakował ich obóz. To był wielki błąd. Po początkowych sukcesach, walka przerodziła się w rzeź Zestów. Do niewoli oddał się nawet Adrien Blocrat. Ostatecznie, pod koniec roku, wojska dredżyjsko-armoryjsko-zestyjskie zimowały u ujścia Sommy. Maharasztrowie i Teredończycy na północy rzeki.- przesunął na wskazane miejsca pionki, zdjął symbolizujące armię „Słońca” i armię „Wyzwolenia”.

-W roku 60, do wojny dołączyli niespodziewani gracze. Po pierwsze, była to północna Ruma, która wkroczyła legionami do Nicei i obległy zamek Hawr Le Blanc.- przesunął brązowy pionek do Nicei, ustawił złoty znacznik osady.
-Po drugie, był to kalifat Dzahilla. Armia Al-Habasa, zdobywcy Rumy, wkroczyła do hrabstwa Artois. Ku jego zdziwieniu, lokalni mieszkańcy, byli wyznawcami zjednoczonych bogów. W związku z tym, nie mógł zdobyć zaopatrzenia, które z racji oszczędności, miało zostać zagrabione podczas walk.- położył zielony znacznik na Artois.
- Co do głównych walk, to na początku kwietnia, od głównych sił sprzymierzonych (jak nazywamy koalicję D’Armoraux-Zestowie) odłączyli się Dredżowie. Wyprawili się na rajd do Teredonu. Złupili ogromne połacie terenów, zabili wielu cywilów, spalili wioski i pola uprawne. Po obłupieniu się, ruszyli w drogę powrotną do swojego kraju.- przełożył czerwony znacznik na deltę.
-Działania wojenne przeniosły się do Górnej Pikardii. Mimo dezercji dużej części wojsk Maharasztry, Teredończycy wygrali szereg małych potyczek. Nie doszło do żadnej, dużej bitwy. Na uwagę zasługuje tutaj bój o słoneczną polanę. Genialny plan Zestów, polegający na okrążeniu wroga, został zaprzepaszczony przez… katar. Kiedy wojska przekradały się przez las, ich dowódca przypadkowo kichnął, co zaalarmowało Teredończyków.- przeniósł znaczniki do Górnej Pikardii.

-Z początkiem wiosny 61 roku, do wojsk kalifatu przybyły zapasy żywności. Zdobywca Rumy nakazał marsz na Saarę. Na wieść o tym, wyruszyły do niej wojska Zestów i Armoryjczyków. Mimo ciężkiej przeprawy przez górzystą prowincję, obie armie spotkały się naprzeciwko siebie w wąwozie. Bitwa ta przeszła do historii pod nazwą: bitwy w wąwozie Saary. Była wyjątkowo krwawa i brutalna. Po obu stronach legło wielu zabitych, a jeszcze więcej było rannych. Kolejne szeregi rycerstwa i dzahilskiej jazdy ścierały się ze sobą. W końcu przepędzono zestyjskie rycerstwo, lecz zaskoczeni żołnierze natknęli się na prowizoryczne, zestyjskie umocnienia. Kolejne szturmy, okupione dużymi stratami, nie powodziły się. W tym momencie, do obozu kalifatu wpadły oddziały pod wodzą markiza LeClerc. Złupiono i zniszczono wszystkie zapasy żywności. Zdobywca Rumy nakazał ostatni, rozpaczliwy szturm na pozycje Zestów. Odparto go z pomocą dredżyjskich najemników. Al-Habas musiał się wycofać. Jego armii groziła całkowita anihilacja. Zaraz po tym zwycięstwie, Zestowie wyruszyli do Nicei- przesunął złote i jasnoniebieskie pionki do Saary, zaraz potem do Nicei, wycofał zielony do Artois.
-Natomiast w Nicei, po 1,5 rocznym oblężeniu, poddał się zamek Hawr Le Blanc. Rumijczycy obsadzili go, następnie wyruszyli w głąb Nicei. Dowódcy postanowili, że zostaną tutaj na zimowanie.
-W tym czasie, zawracające wojska Dredżów, zostały całkowicie pokonane przez Teredończyków, w bitwie nad rzeką Tesz. Na północy wojska Maharasztry zdołały, po wielu potyczkach, wkroczyć do ujścia Ormsy. – poruszył znacznikami.

-Dochodzimy do końca- uspokoił młodego Księcia.- W roku 62, Zestowie zastosowali sprytny manewr. Przeprawiono się z małym oddziałem przez góry, do prowincji Haafas, znanej ze swoich złoży złota. Po dotarciu na miejsce, przystąpiono do grabieży i niszczenia kopalni. Zaskoczeni Falkenidzi początkowo nie wiedzieli co zrobić. Inicjatywę przejął Al-Habas, który okrążył przeciwników. Zestowie bohatersko bronili się przed nacierającym wrogiem, lecz przewaga było po jego stronie. Po kolejnym z kolei szturmie, nastąpiła rzeź obrońców.- przesunął zielony znacznik armii kalifatu do Haafas.
-W Nicei, Zestowie starli się i pobili wojska rumijskie, które zmuszone były się wycofać. Podpisano pokój. Sytuację wykorzystali Teredończycy i zajęli D’Armoraux.

-W 63 roku, miała miejsce rozstrzygająca bitwa pomiędzy Zestami i D’Armoraux a Teredonem. Obie strony pozbawione były świetnych dowódców: markiz LeClerc i Meryamun zostali zamordowani. Mimo to, wrogie sobie siły spotkały się na granicy Lynci i Angielu.- przesunął odpowiednie znaczniki w okolice pogranicza.
-Historycy jeszcze nie nadali tej bitwie nazwy, więc umownie będziemy nazywać ją, na naszych przyszłych lekcjach, bitwą lyncijską. Szczegółowo będziemy omawiać ją później. Teraz wystarczy, że ogólnikowo przywołam jej przebieg. Siły były porównywalne, choć Teredon dysponował niewielką przewagą liczebną. Natomiast Zestowie dysponowali lepszą bronią i pancerzem. Potyczka nie zaczęła się od walk harcowniczych, jak to jest w zwyczaju. Pierwsza do natarcia ruszyła kawaleria sprzymierzonych. Jednym ze skrzydeł dowodził król Francis. Lecz w momencie szarży, część wojsk zestyjskich zbuntowała się i zaatakowała swoich sojuszników. Na lewej flance Teredończycy zaczynali ulegać Armoryjczykom, dlatego główny wódz południa, wysłał im do pomocy piechotę. Kiedy związała walką kawalerię, do walki w centrum ruszyły rydwany. Wojska sprzymierzonych zaczęły się chwiać. Nagle, na prawą flankę Teredonu uderzyła kompania błędnych rycerzy hrabiego Hatux. Co prawda nie zmieniło to losów bitwy, ale pozwoliło uciec wielu żołnierzom sprzymierzonych. Dzięki temu bitwa nie przerodziła się w rzeź.

-W 64 roku nastąpiła kolejna ofensywa Teredonu. Zagrożona została zestyjska stolica. Król Victor nie miał wyboru i musiał zgodzić się na podpisanie pokoju. Na jego mocy, oddano południowcom D’Armoraux i Górną Pikardię.- mówiąc to, przesunął znaczniki pod stolicę Zestów- Lille.
-To by było na tyle.- rzekł Suali Somi.- Masz Książę jakieś pytanie?
-Mistrzu, a co z frontem dredżyjskim? A i podobno w wojnie zestyjskiej walczyli też Zerrukini.
-Miałem ci o tym opowiedzieć później, ale skoro pytasz, to zaspokoję twoją ciekawość. W 62 i 63 roku Maharasztra podjęła dwukrotnie próbę przedarcia się przez rzekę, w głąb kraju. Za każdym razem została odparta przez dredżyjskiego króla. Jak doskonale wiesz, w 64 roku nasz kraj zaatakował Dredżów. Zajęliśmy Irgwinię. Natomiast stolicę Dredżów oblegli Zerrukini, jako pretekst podając obrabowanie i napad na ich wysłannika… Co się tyczy udziału Zerruko w wojnie zestyjskiej, to jest to prawda. Musisz sobie jednak uświadomić, że nie były to specjalnie duże siły. Zerrukini walczyli m.in. w wąwozie Saary. Walczyliby pewnie też w innych potyczkach, lecz na mocy pokoju Zestowie-Północna Ruma, sprzymierzeni wypowiedzieli sojusz. Książę, to na dzisiaj tyle. Od jutra zaczniemy dokładnie omawiać wojnę, koncentrując się na ich dokładnym przebiegu i najważniejszych dowódcach.

  • Królestwo d'Armoraux przeszło do historii po długotrwałej wojnie
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 13 kwie 2017, 19:12

Południe Imperiusa
66 Po.U.R.*

*po upadku Rumii


Każdy wyznawca uważa, że to jego bóg (lub bogowie) są tymi prawdziwymi. Problem tym bardziej narasta, jeżeli porządek w kraju oparty jest na władzy kapłanów - wtedy doktryna niejako wymusza aby uznawać, że innych bogów nie ma - względnie że są oni demonami. Teokracja nie może w końcu uznawać obcych bogów - kłóciłoby się to z podstawami istnienia tego ustroju. Na gorącym południu Imperiusa dominują kraje, gdzie władza znajduje się w rękach kapłanów - lub gdzie władcy łączą władzę świecką i religijną. Teredon, kalif i od niedawna także Punicja - wszędzie tam religia jest podstawą władzy, a kapłani dbają o to, aby lud wierzył w swych bogów - a im bardziej sfanatyzowani są obywatele tym lepiej dla rządzących... Tak przynajmniej było do niedawna.

Do niedawna kraje południa egzystowały w stanie chwiejnej, ale jednak równowagi - Punicja, choć religia odgrywała w niej ważną rolę, była rządzona przez koterie kupców, niezbyt zainteresowanych sprawami duchowymi co pozwalało na pokojową koegzystencję z Państwem Świątynnym - które unikało konfliktu z kalifatem, od czasu gdy wyznawcy Zjednoczonych Bóstw w Mauregonii zostali stłamszeni. Tak było do niedawna. Trzy władztwa południa zawarły bowiem sojusz - z politycznego punktu widzenia absolutnie logiczny, jednak... logika nie zawsze jest na pierwszym miejscu jeżeli idzie o teokracje. Wieści o tym egzotycznym aliansie powoli przenikały do niższych warstw hierarchii kapłańskiej - mniej zainteresowanej polityką, a bardziej wiarą - która we wszystkich trzech krajach zgodnie uznała ten pakt za zaparcie się wiary i bratanie z niewiernymi.

To nie byłoby jeszcze najgorsze - jednak oliwy do ognia dolały działania Malchusa Krwawego, wielkiego septona i sufety Punicji. Do tej pory kult punicki nie był ekspansywny - praktycznie nikt nie przyjmował wiary w krwawych bogów Punicji, a sufeta Mago unikał antagonizowania partnerów handlowych i w punickich dzielnicach czy faktoriach nie zakładano świątyń. Tak było do niedawna. Za nowej władzy doszło do religijnego przebudzenia wielu Punijczyków - a puniccy misjonarze zanieśli swoją wiarę do Rumy. Tymczasem w Aksum, w Teredonie kultyści Molocha zaczęli otwarcie obnosić się ze swą wiarę - a ponoć nawet niektórzy z Teredończyków zaczęli skłaniać się ku południowej wierze.

Każda z religii południa uważa się za jedyną słuszną - i choć władcy mogli zbratać się ze sobą, to podpuszczone przez kapłanów niższej rangi pospólstwo postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce i rozprawić się z niewiernymi. Teredońscy kapłani doszli do wniosku, że kult Molocha może zagrażać ich własnym bogom - i ruszyli między chłopów... O ile samo Aksum było w przeważającej części punickie, to ziemie wokół niego zamieszkiwała już miejscowa ludność. Niewiele trzeba było, aby chwyciła za widły, sierpy i pochodnie i ruszyła do miasta... Plotki o bogactwach punickich kupców dodatkowo rozpaliły wyobraźnię tłumów. Gdy żądny krwi tłum dotarł do miasta, większość Punijczyków była już w tawernach, opijając udane interesy lub udawała się na wieczorne modły do domów w których się odbywały... Nikt nie przeczuwał do czego miało dojść.

Pogrom. Tłum wdzierał się do domów i faktorii, wyciągając Punijczyków i mordując ich na ulicach w imię Tasza. Gdy Punijczycy zaczęli barykadować się w swych domach - podpalano je - co było iście ironiczną śmiercią dla wyznawców Molocha. Zamieszki wybuchły jednocześnie w wielu punktach miasta, co sprawiło że straż nie wiedziała co robić - i dopiero po jakimś czasie przegrupowała się i zdołała przegnać sfanatyzowany tłum. Straty wyrządzone punickiej społeczności w Aksum są jednak znaczne, co jest o tyle bardziej bolesne, że nadal nie odbudowała się ona po masowym eksodusie na północ.

Kalifat Dżahilla był największym wrogiem Punicji. Moloch był uznawany przez Falkenidów za szejtana, tak jak pozostali bogowie Punicji, a o krwawych rytuałach czy sakralnej prostytucji opowiadano ze zgrozą - zaś Punijczykami straszono niegrzeczne dzieci. Tyr uznawany jest za siedlisko demonów, a przeciętny Falkenida na samo wspomnienie o Punicji spluwa z odrazą. Układ pokojowy między kalifem i Punicją zezwolił jednak na otwarcie punickich faktorii w kalifacie - co od początku wzbudzało obiekcje miejscowych imamów i ludności. W dodatku na wschodzie Falkenidzi zmuszeni byli tolerować placówki Punijczyków i ich rosnącą ingerencję w sprawy religijne Rumy... Punijczyków w kalifacie jest jednak niewielu - i tylko ci o naprawdę mocnych nerwach lub wielkiej miłości do złota odważają się wpływać do jego portów. Falkenidzi nigdy jednak nie zapomnieli o swej nienawiści do "punickich diabłów" - a nienawiść ta teraz odżyła z pełną siłą. Puniccy kupcy stają się celem ataków - ich towar jest wyrzucany do morza, a oni sami z reguły kończą pobici niedługo po tym jak pojawią się w porcie. Tylko ingerencja urzędników kalifa sprawia, że Punijczyk może spokojnie prowadzić interesy - a ci coraz rzadziej chcą interweniować. W świątyniach kalifatu coraz częściej wzywa się do zemsty na Punijczykach, którzy upokorzyli prawowiernych. Znowu słyszy się wezwania do zburzenia "synagogi szatana" i ukamienowania punickich władz płytami chodnikowymi Tyru. Jak widać pewne rzeczy się nie zmieniają... Niezależnie od tego jak chcieliby tego rządzący.

  • Antagonizmy religijne na południu zaostrzają się
  • Pogrom Punijczyków w Aksum
  • Spadek mod. handlu w Teredonie o 2%
  • Spadek stabilności w Teredonie, Kalifacie i Punicji o 1%
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 15 kwie 2017, 11:22

Hierokracja Bidadari
66 Po.U.R.*

*po upadku Rumii


Audiencja w pałacu Potala przebiegała jak zazwyczaj - kornie spuszczający oczy posłowie przedstawiali sprawy lamom, nie śmiąc zwrócić się do boga na ziemi, który obojętnie zajmował swój tron. Nagle jednak boski dalajlama zachwiał się i... upadł. Wszyscy w sali zamarli w przerażeniu. Po chwili lamowie podbiegli do swego boskiego władcy, aby odnieść go do komnat. Wezwanemu medykowi wystarczyło spojrzeć na dalajlamę... To była Plaga.

Mimo starań lamów wieści szybko opuściły pałac i zaczęły rozprzestrzeniać się po kraju - oto sam boski dalajlama, Syn Niebios padł ofiarą choroby! Nikt nie był bezpieczny, nawet jego boskie moce nie ochroniły go przed straszliwą chorobą. Połączone wysiłki najlepszych medyków Bidadari utrzymały dalajlamę przy życiu, jednak ten na zmianę gorączkuje, popada w malignę lub trwające wiele dni okresy śpiączki. Nie wiadomo kiedy i czy boski władca wróci do zdrowia - a jego ciało osłabione chorobą wyraźnie zawodzi. Jakby tego było mało, wielu lamów z pałacu również zachorowało i zmarło, co wywołało pustkę na najwyższych szczeblach władzy i chaos. Nie żyli także ich potencjalni następcy, co sprawiło że w dotychczas sprawnej Hierokracji zaczęło zgrzytać. Pozbawieni dalajlamy ocalali lamowie zaczęli spiskować przeciw sobie i walczyć o wpływy... Bidadari czeka więc na powrót boskiego dalajlamy do zdrowia lub męża opatrznościowego zdolnego poprowadzić kraj...

Wieści o chorobie boskiego władcy zaczęły roznosić się po całym, znękanym plagą kraju. Wielu chłopów uciekało przed chorobą, lub zmarło co sprawiło że pola leżą ugorem - a zbiory są słabe. Zaczął się głód... Niewiele trzeba było, aby beczka prochu w którą zamieniły się szczególnie dotknięte przez chorobę obszary Bidadari wybuchła. Chłopi zaczęli gromadzić się w bandy i prowizorycznie uzbrajać. Ich celem było zdobycie żywności i walka z chorobą. Walka przy pomocy ognia i miecza należy dodać - palą bowiem napotkane osady, które uznaję za "zarażone" i mordują każdego do kogo maja podejrzenia, że może przenosić chorobę. Przerażeni lamowie, pozbawieni rozkazów "z góry" nie są zdolni do poskromienia tłumów - za co wzięli się wojownicy i inni chłopi, którzy postanowili bronić swojego życia. Samorzutnie tworzą się lokalne milicje, które walczą z "oczyszczaczami", a w kraju raz po raz wybuchają kolejne walki - nie jest to jednak zorganizowana rebelia... Przynajmniej na razie.

W miastach zaraza uderzyła najmocniej - co było zrozumiałe, biorąc pod uwagę skupienie tam ludności. Tam straty są najpoważniejsze, jednak przed głodnymi bandami chronią je naprędce powoływane przez bogatych kupców oddziały najemników. Fakt, że miasta zmuszone są bronić się same sprawia, że tezy Kult Czasów Końca stają się coraz bardziej atrakcyjne dla wielu mieszczan, a kult zdecydowanie się umacnia.

Choroba sprawiła, że do tej pory trwające w niebiańskiej równowadze państwo pogrąża się w coraz większym chaosie. Każdy walczy z każdym... Nie wiadomo jak to się skończy. Rzec można, że czas pokaże jaki efekt na Wyspę Cudów wywrą wydarzenia ostatnich lat.

  • Epidemia ospy w obliczu braku reakcji władz rozprzestrzenia się
  • Zachorował sam Dalajlama
  • Zamknięto wszystkie porty w kraju
  • Spadek stabilności w Bidadari o 5%
  • Spadek mod. handlu w Bidadari o 5%
  • Wzrost mod. handlu w Punicji i Rzeszy o 2,5%
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 15 kwie 2017, 12:24

Ujście Ormsy
66 Po.U.R.*

*po upadku Rumy
spainmedievalhospitalgranger_1.jpg


Jeśli mowa o wojnie dredżyjskiej, jak historycy zwać będą w przyszłości zachodni front wojny o d'Armoraux, była to jedna z bardziej krwawych kampanii. Ostatecznie jednak wspólny wysiłek Maharaszty, Teredonu, Udmurgi i Zerrukinów praktycznie rozszarpał państwo czarnoskórych. Niewola zatriumfowała nad wolnością. Sprawa jednak nie była prosta: Maharaszta, która przez kolejne lata ponosiła główny wysiłek wojenny ostatecznie zagarnęła zbrojnie jedynie niewielkie fragmenty wrogiego państwa, uprzedzili ją przede wszystkim żołnierze północnej Republiki którzy nie tylko zajęli ziemie przygraniczne zgrupowane w prowincji Irgwińskiej, ale też ruszyli dalej na południe, przejmując po krótkim oblężeniu największe miasto byłych niewolników: Ormstrand. Szybko jednak oblegający stali się obleganymi, gdy z południa, nie napotykając już zorganizowanego oporu ściągnęły wojska Maharaszty. Gotowe były walczyć dalej, byleby móc zająć bogaty gród i nie musieć przyznać, że wojnę toczyli niemal na darmo.
Sytuacja była nieszczególna. Rozwiązanie zaś przyszło z niespodziewanej strony: oto agintaru Zerrukinów zaprosił wszystkie zaangażowane strony, w tym daleki Teredon, do Erromy, aby na Kongresie, drogą dyplomacji, rozwiązać spory i dokonać podziału Państwa Dredżów. Wszyscy zainteresowani wysłali tam swoje delegacje. Oblężenia jednak nie zwinięto.

Poseł Udmurgi, Sasza Wasilkij, już kolejną godzinę prowadził negocjacje w namiocie głównodowodzącego wojskami Maharaszty Gagana. Udało mu się już wywalczyć zawieszenie broni, zarówno jeśli chodzi o szturmy, jak i używanie machin oblężniczych. Teraz siedział i słuchał po raz kolejny argumentów wobec propozycji dopuszczenia zaopatrzenia dla wojsk Republiki. Wiedział, że większość z nich jest niczym wobec jednego niewypowiedzianego: jeśli Republika ustąpi z Ormstrandu nie będzie mogła zgłaszać żadnych pretensji do całej prowincji. Dowódca wojsk południa zapewne grał na zwłokę: jeśli kongres przeciągnie się oblężeni będą musieli się poddać z powodu najzwyklejszego głodu. Trwanie na stanowiskach było więc elementem polityki, a nie zmagań militarnych. W końcu usłyszał słowa:
„Wojska Maharasztry zgadzają się na zawieszenie broni. Dopuszczą żywność, ale w minimalnym wymiarze dla każdego człowieka z Republiki, nic dla cywili. Wodę również. Wobec czego, należy przekazać dowództwy maharackiemu listę żołnierzy Republiki w mieście, abyśmy mogli oszacować ile żywności i wody pozwolą wpuścić do miasta.”
Nagła zmiana strategii negocjacji zaskoczyła Udmurgczyka. Nie wahając się ani chwili zgodził się dać wgląd do ksiąg kwatermistrzowskich delegacji, która miała z nim wrócić do obozu. Od razu też podał szacunkowy stan armii: "1600 ludzi plus czeladź... wszystko będzie w księgach".
Negocjacje dobiegły końca.

Wszystko szło dobrze. Reglamentacja i kontrola dowożonego zaopatrzenia przez południowców miała na celu przede wszystkim zapobiec gromadzeniu dodatkowych zapasów, oficjalnie "na wypadek fiaska negocjacji w Erromie". Przebiegało to jednak sprawnie, nie czyniono przy tym większych kłopotów nawet przy urozmaicaniu diety obrońców solonymi śledziami, czy koszami północnych warzyw.
Gagan jednak na tym nie poprzestał: sprawa wyszła parę dni po dotarciu pierwszej partii żywności: wśród obrońców zaczęła szerzyć się dyzenteria! Straszliwa choroba wprost zwala z nóg żołnierzy, nie złego nie dzieje się przy tym wśród cywili, którzy korzystają z względnie pełnych spichrzów miejskich.
Kiedy dowództwo Maharaszty odmówiło obecności udmurgskich obserwatorów przy kontroli żywności sprawa stała się jasna: zdrada! Południowcy zatruwają żywność. Pytanie, co będzie dalej - wojska Republiki są osłabione, do tej pory nie rabowały ludności cywilnej... teraz jednak zajrzało im w oczy widmo głodu i kontynuowania walki. A cywile mają swoje zapasy na wyciągnięcie ręki....

  • Zdrada Gagana!
  • Zaopatrzenie dla wojsk Udmurgi stacjonujących w Ormstrandzie zatrute
  • Zapasy miejskie wciąż są na zadowalającym poziomie
  • Straty Armii Smoka: 100 lekkiej piechoty, 50 ciężkiej piechoty, 50 łuczników
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Wydarzenia

Postautor: Authir » 15 kwie 2017, 14:21

Podgórze Hajnackie
66 Po.U.R.*

*po upadku Rumy
Obrazek


Nowe prowincje dla kraju to nowe zyski i perspektywy, z kolei dla władcy to niewątpliwe podniesienie prestiżu. Cóż z tego jednak, gdy prowincja jest własna jedynie na pergaminie? Problem słabego zintegrowania prowincji ze stolicami jest bolączką dzisiejszych krajów. Ludność, niedouczona, słabo zorientowana w geografii, piśmie, religii często nie ma nawet świadomości pod jakim panem pracuje. Zmiana mentalności to proces trwający pokolenia. Dodatkowo wymaga nakładów na administrację i rzadko przynosi wymierne korzyści. Kalifat Dżahilla za najlepszych lat dowódcy zwanego Habbasem miał ambicje podboju połowy świata. Rzeczywiście - wojska dżihadu zaszły daleko. Echem tych i innych podbojów jest prowincja Pogórze Hajnackie. Owszem, wielką robotę nawrócenia na falkenidzką wiarę w tej i sąsiadujących prowincjach poczynili alimowie i muezini. Początkowo wydawało się, że miejscowi "łapią" wiarę w Zjednoczone Bóstwa. Niestety, administracja nie została poparta osadnictwem, a rdzenna ludność została nią "okryta" jedynie powierzchownie. Autochtoni stanowią całość mieszkańców, nie mają skąd czerpać wzorców ani pism, czy tez stylu życia ni edukacji. Kalifat jest oddalony, a komunikację utrudnia pas b. Imperium Południoworumijskiego obecnie dzierżonego przez Zjednoczoną Rumę pod władza Septymanów. Z biegiem lat, ta niedogodność jeszcze zyskała na znaczeniu. Rdzenni mieszkańcy coraz wyraźniej domagają się autonomii, własnych władz i usankcjonowania właściwie istniejącego stanu rzeczy. Najlepszym przykładem ilustrującym ową sytuacje niech będzie szachownica obrzędów oraz świąt. Miejscowi dokonują rytuałów zgodnie z przyjętym od wielu wieków kalendarzem, który obowiązuje także w Rzeszy. Tymczasem sposób zapisu jest juz rumijski. Pieniądz, który posiada największe poważanie wśród kupców jest punicki. Przysmakiem jest także ryz z wyspy Bidarii. Nici łączące Kalifat ze swą zamorską prowincją podtrzymuje wiara w Zjednoczone Bóstwa. Niektóre elementy ubioru są zapożyczone z kalifatu, jednak mężczyźni nie zawsze zapuszczają brody i nakładają turbany, również pośród kobiet dominują dawne zwyczaje mody. Szczególnie trudno było przekonać imamów do niejedzenia poszczególnych gatunków mięsa. Po roku, niemal wszyscy smakosze powrócili do mniej lub bardziej jawnego okazywania pogardy dla tej normy. Administracja z Sanny z prowincji Hafaas jest na uboczu spraw tętniących życiem prowincji. Urzędnicy rzadko wyściubiają nos ze swych siedzib, co gorsza zdaje się że niektórzy z nich gardzą powierzchownie nawróconymi "niewiernymi". Jednak życie nie znosi próżni. Wnet władzę faktyczną przejęło kilku szczególnie obrotnych i aktywnych duchownych, którzy raczej stali się miejscowymi politykami. Co więcej region powoli rozpada się na poszczególne okręgi, w których "rządy" sprawują silni wojskowi, charyzmatyczni imamowie lub po prostu miejscowi wójtowie będący sobiepanami na podległym, niewielkim obszarze. Obraz prowincji to poszatkowana federacja wiosek, okręgów i mini-baronii, a także miniaturowych teokracji z wodzami na czele.


  • Rosnąca autonomia Podgórza Hajnackiego osłabia władzę Kalifatu w tym regionie
  • Faktyczną władzę dzierży cała masa ludzi rządzących okolicą, tworząc efektywnie federację wielu administracyjnych jednostek
  • Wpływy kulturalne i religijne Kalifatu spadają, wraca nowe oraz naleciałości sąsiadów [Imperium Północnorumijskie, Rzesza, Punicja]
  • Spadek administracji Kalifatu Dżahila o 2%

Wróć do „Wydarzenia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość