***

Rekrutacja do edycji XII Imperiusa wystartowała pod tym adresem: http://imperius.chilioi.webd.pl/index.php

***

Zapraszamy do ImperWiki

* * *
Koniec edycji XI (finalna tura 544), trwają przygotowania do startu edycji XII.

Zgony

Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Zgony

Postautor: Authir » 04 cze 2017, 20:57

hrabia Henryk.jpg

Henryk Hatux
* 22 Po.U.R.
+ 70 Po.U.R.*

*po upadku Rumii


Śmierć zawitała na komnaty zamku w Kerack. Nieznana zaraza poraziła wielu dworzan - w tym samego hrabiego Henryka. Jedynie dzięki żelaznej sile woli, mąż ów przeżył aż tak długo mimo straszliwej choroby - chociaż twarz swą zmuszony był skrywać pod żelazną maską, aby nie przerażać swych poddanych. Gdy jednak do hrabiego dotarły wieści o tym, że jego syn - Edward i wnuk Thomas zmarli tej samej nocy z powodu plagi - wola życia osłabła w władcy, który wydał swe ostatnie tchnienie kilka godzin później. Tak oto kończy się historia jednej z najbardziej nietuzinkowych osób w tej części Imperiusa.

Henryk Hatux był bratem bardziej znanego na północy Williama - człowieka, który nazywany jest zarówno największym zdrajcą - jak i jednym z bohaterów Asturii. Henryk podczas wojny pozostał w Alezji, co świadczyć może o tym że przynajmniej pozornie był lojalny wobec Zerrukinów. Gdy jednak doszło do wybuchu powstania, w szeregach rebeliantów znajdował się właśnie młodszy Hatux, który był jednym z wodzów powstania. Przez wiele lat Henryk pozostawał w cieniu brata, dziedzicząc w końcu po nim tytuł hrabiego Asturii, gdy ten zmarł. Nie miał on jednak tak wielkich wpływów na dworze i nie zdołał również przejąć tytułu Witana Wojny. W Asturii panował zaś spokój, co wykluczało szansę zdobycia sławy i bogactw na wojnie. Gdy do Henryka dotarły wieści o wojnie w kraju Zestów, zebrał on jednak chorągiew błędnych rycerzy i na ich czele ruszył ku ziemiom Zestów i Armoryjczyków. Choć dotarł za późno, aby odmienić losy decydującej bitwy tej wojny, niespodziewany atak jego wojsk pozwolił Zestom na odwrót, a Asturczycy zdołały złupić obóz Teredończyków. Król Victor, którego kraj był osłabiony i wyniszczony po wojnie postanowił wykorzystać Hatuxa do zastąpienia niewiernego wasala- hrabiego Artois, Komnena Syla. W roku 64 Henryk został nowym hrabią Artois.

Jako władca, Henryk musiał zmierzyć się z wielkim wyzwaniem trwania w sąsiedztwie wrogiego wobec niego Kalifatu - którego władca nie raz żądał i groził - co gorsza większa część mieszkańców hrabstwa wyznawała wiarę w Zjednoczonych Bogów. Wraz z Henrykiem do Artois przybyło jednak wielu Asturczyków, a populację hrabstwa szybko zasiliły zastępy uchodzących z d'Armoraux rycerzy, którzy zdecydowali się osiąść w domenie Hatuxa. Tym samym Hatux rządził krajem wewnętrznie podzielonym i wiecznie zagrożonym przez agresywnego i ekspansywnego sąsiada. Raz po raz w kraju wybuchały niepokoje, a miejscowi byli skutecznie podburzani przez falkenidzkich kapłanów. Henryk zdołał jednak uspokoić nastroje, powołując urząd wysokiego imama i umiejętnie manewrując między oczekiwaniami szlachty i pospólstwa. Hrabia podzielił kraj na baronie, ustanowił nowe prawa - w tym handlowe jak i aktywnie wspierał miejscowych kupców - dzięki czemu Artois z zapyziałej i zapomnianej górskiej domeny, zdołało rozwinąć się tak, że dorównało zachodnim ziemiom Zestów. Przez cały okres swego panowania hrabia musiał zmagać się jednak z kolejnymi próbami zamachów na jego życie - z których ostatni pozbawił go ręki. Ironią jest fakt, że człowiek za którego głowę wyznaczono chyba największą na Imperiusie nagrodę, dokonał żywota w łóżku, z powodu choroby.

Henryk Hatux zmarł w wieku czterdziestu dziewięciu lat, pozostawiając po sobie zamożny i silny (jak na swoje rozmiary rzecz jasna), choć wewnętrznie podzielony kraj. Podobnie jak jego brat, zdołał dzięki własnej przemyślności i przymiotom dojść do wielkich zaszczytów - a w dokonaniach przewyższył nawet Williama, który jak wielu twierdzi miał po prostu szczęście być we właściwym miejscu, we właściwym czasie. Śmierć Hatuxa może położyć kres spokojowi w regionie - osoba hrabiego była gwarantem porządku. Szczęściem, hrabia przeczuwał jaki czeka go los i w ostatnich dniach swego żywota spisał testament, dzielący majątek Hatuxów na dwie części: asturski i artois. Tytuł powinien odziedziczyć Edward, jego syn. Niestety, ten zmarł dzień po swoim ojcu, a wraz z nim i jego syn Thomas. Zgodnie z wolą testamentu, dziedzicem winien być teraz Ramsay Hatux a Oswald, drugi syn Henryka, regentem. Lecz wolę ową można też zrozumieć tak, że to Oswald powinien odziedziczyć jako kolejny syn Henryka… Nie należy też zapomnieć, że sytuacja jest o tyle bardziej skomplikowana, że układ hołdu lennego między Zestami i Artois sformułowany jest tak, że nie wynika z niego formalnie, że tytuł hrabiego Artois jest dziedziczny i król Victor mógłby próbować przekazać go swojemu kandydatowi. Pewne natomiast jest tylko to, że posiadłości asturskie Hatuxów odziedziczył Roose Hatux, brat Henryka.
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Zgony

Postautor: Authir » 05 cze 2017, 9:16

3b1c082d5c2b493b34141339fbc1427b.jpg

Ludwik II von Hoffenheim Młodszy
* 15 Po.U.R.
+ 70 Po.U.R.*

*po upadku Rumii


W wieku pięćdziesięciu sześciu lat zmarł król Ludwik II z dynastii von Hoffenheimów - w odróżnieniu od swego ojca i poprzednika, Ludwika I, zwany Młodszym. Mówi się, że król zmarł wskutek nagłego ataku choroby płucnej, która powaliła go w ciągu raptem kilku tygodni.

Jako jedyny syn elektora, Ludwik od zawsze przygotowywany był do roli następcy. Gdy jego ojciec został królem, Ludwik w praktyce sprawował rządy w imieniu swego zniedołężniałego ojca. Gdy król Ludwik I w Rzeszy doszło do długiego, bo aż sześcioletniego okresu bezkrólewia. Przez wiele lat von Hoffenheim spokojnie władał swymi ziemiami - miał jednak większe ambicje, niż pozwolić krajowi powoli rozpadać się na niezależne księstwa. Podczas Roku bez Lata, książę zakupił za własne pieniądze znaczne ilości zboża z Punicji, które pozwoliły Rzeszy wyjść z kryzysu obronną ręką i zyskały mu uznanie wśród ludu. W roku 57 kolegium elektorów w końcu się zebrało - elekcja miała przeciągnąć się jednak aż do roku 59 i nie obyć bez skandalu - zanim jeszcze dokonano wyboru, Ludwik, zbyt pewny swej pozycji, zaczął paktować z Kalifem, czym wywołał oburzenie możnych . W końcu Ludwik zdołał przekonać elektorów do poparcia swej kandydatury - co okupił jednak podpisaniem dokumentu znanego jako "Pacta Conventa", który znacząco ograniczał jego władzę - nakazując mu konsultować wszelkie ugody z innymi krajami z kolegium - które miało podejmować decyzję o nich w głosowaniu. Tak więc choć Ludwik zdołał zdobyć koronę, to jego władza była znacząco ograniczona w porównaniu do władców sąsiednich krajów, którzy nierzadko rządzą swym ludem niczym tyrani, nie ograniczeni w żaden sposób.

W przeciwieństwie do swojego ojca, Ludwik wykazał się większą aktywnością jako władca. Włączył do swego kraju półwysep Sachburgen i Turyngię, dbał o rozwój gospodarczy kraju i zawarł sojusze z Auralen i Hierokracją Bidadari. Kaiser zdołał nawiązać na tyle bliskie relacje z Hierokracją, że bundescy kupcy otrzymali zgodę na zawijanie do portów Bidadari - i utworzono dla nich "miasto otwarte" - Dharmathę, gdzie powstała faktoria handlowa - w Turyngii zaś założona została placówka Hierokracji, mająca stać się zaczątkiem "Szlaku Ziołowego". Gdy dalajlama zakazał obcym kupcom wstępu do Bidadari, tylko Bundesi i Punijczycy zachowali prawo zawijania do portów dalekiej wyspy. W ostatnich latach kaiser zawarł traktat z dynamicznie rozwijającą się Hanzą Północną - co mogło być próbą uniezależnienia się od punickich wpływów w handlu. Ludwik podjął również decyzję o interwencji w Hajdamaku, zachęcony marszem legionów rumijskich przez ziemie wyznawców Zjednoczonych Bóstw. Imperator Rumy poparł roszczenia Bundesów, jednak armia Ludwika została ostatecznie wyparta z Podgórza przez wojska Bicza Bożego - tym samym jak na razie wojna w Hajdamaku nie przyniosła Rzezy niczym prócz strat.

Ludwik II rządził krajem ponad dekadę i choć jego dokonania nie stawiają go w szeregu władców wybitnych, to na tle swych miernych, wręcz nieudolnych poprzedników zdecydowanie się wyróżnił. Jego panowanie było okresem powolnego, acz stałego rozwoju Rzeszy i ekspansji terytorialnej, która sprawiał, że do tej pory całkowicie zapomniane królestwo ponownie zaczęło mieć znaczenie na arenie międzynarodowej. Choć często spierał się z innymi możnymi, to lud ciepło wspomina swojego władcę - który hojnie wspierał swych poddanych podczas wielkiej klęski głodu.

Śmierć Ludwika kładzie kres dynastii von Hoffenheimów - władca nie pozostawił żadnego potomka i tym samym ród wymiera (przynajmniej w swej głównej linii). Jego jedynym potencjalnym spadkobiercą, jest siostrzeniec Lothar - syn Laury von Hoffenheim i Torcalla Bredeiskiego, brata króla Malkolma z Auralen. Lothar ma jednak zaledwie sześć lat i jako potomek von Hoffenheimów po kądzieli ma co najmniej słabe prawa do godności elektorskiej - które mogą być kontestowane przez resztę możnych Rzeszy, którzy zapewne będą niechętni wzrostowi wpływów Auralen w Rzeszy - oczywistym jest bowiem, że Lothar potrzebowałby regenta, którym byłby zapewne jego ojciec. Sprawa Gelsenkirchów dała zły precedns w sytuacji braku dziedzica i może doprowadzić do podziału księstwa między okolicznych władyków. Po śmierci Ludwika II konieczne będzie zwołanie kolegium elektorskiego i wybór nowego władcy - co w sytuacji straty kolejnego elektora staje się coraz większym wyzwaniem.
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Zgony

Postautor: Authir » 16 cze 2017, 19:30

Wódz.jpg

Al-Habbas Bicz Boży
* 22 Po.U.R.
+ 71 Po.U.R.*

*po upadku Rumii


Dzisiaj obejmujemy w panowanie Rumę! Miasto które upadło, pogrzebane pod własnym zepsuciem! Miasto, z którego niewierni imperatorzy pragnęli rządzić światem! Równie nędzni jak oni następcy nie byli żadnym przeciwnikiem dla prawowiernych! Niewierni padną przez Zjednoczonymi Bogami, albo zginą! Ab-Dżahilla! Dzisiaj Ruma, jutro cały świat! Spadniemy na niewiernych jak błyskawica i pogromimy ich!

W Mezji poległ Al-Habbas, Bicz Boży i wódz armii Kalifatu, człowiek któremu zawdzięczał on sukcesy swego dżihadu. Przez ponad dwadzieścia lat, Al-Habbas prowadził armie Falkenidów, odnosząc zwycięstwa które odbiły się echem w całym Imperiusie.

Al-Habbas urodził się na południu Lukanii, w rodzinie dżahilskich możnych, których wielu osiedliło się w tym regionie po upadku Rumy. Już za młodu wykazywał wielki talent do wojaczki, prowadząc wojowników swojego klanu do walki przeciw innym lokalnych władykom. Gdy do prowincji przybyli imamowie z południa, Al-Habbas był jednym z pierwszych którzy odpowiedzieli na ich wezwanie do walki z niewiernymi. Stanął on na czele armii fanatyków i jął nawracać Lukanię ogniem i mieczem. W roku 49 po upadku Rumy, Habbas pokonał siły rumijskich arystokratów z północnej części Lukanii w bitwie pod Albanum, a następnie doszczętnie je rozbił w lesie Leteńskim. Będący pod wielkim wrażeniem dokonań wodza, kalif Satem uznał Habbasa władcą Lukanii, z której ten złożył mu hołd - i postawił na czele armii posłanej do kolejnej poimperialnej prowincji - Beocji. Imperator południowej Rumy, Tyberiusz Flawiusz nie zamierzał dłużej tolerować poczynań fanatyków i wysłał do Lukanii legiony pod wodzą Tytusa Licyniusza - ten jednak poniósł druzgoczącą klęskę. Al-Habbas odbył swoisty tryumf w ruinach Rumy, a jego sława jako Bicza Bożego - wybrańca Zjednoczonego Bóstwa, czyniła do bohaterem wszystkich prawowiernych. W 53 Al-Habbas wkroczył do Mezji, gromiąc kolejne dwa legiony południoworumijskie i w praktyce kładąc kres istnieniu tego kraju. Do wojny włączył się jednak imperator Fabiusz Septymanus, wysyłając z Vibony swoje legiony, mające uratować przed upadkiem stolicę południa - Ostię. W Recji, dżihad Falkenidów po raz pierwszy napotkał na realny opór, a kunszt dowódczy Al-Habbasa został poddany w wątpliwość. W nierozstrzygniętej, krwawej bitwie nie zdołał pokonać konsula Sulinusa - jednak odepchnął jego wojska na północ. Wyczerpana armia kalifatu nie była w stanie zdobyć Ostii, gdzie obwarowały się dwa legiony z północy i niedobitki armii Flawiuszy.

Al-Habbas stał się jednym z najważniejszych ludzi w kalifacie - a niektórzy uważali, że jego autorytet jest większy od władcy Hutejna. Gdy relacje Falkenidów z Punicją zaczęły gwałtownie się pogarszać, wielu wzywało wodza, aby poprowadził prawowiernych do walki z "przeklętymi wyspiarzami" i zdobył "Synagogę Szatana" w Tyrze, kładąc kres bałwochwalstwu. Gdy wybuchła wojna, Habbas został postawiony na czele jednej z armii mających zapobiec łupieżczym rejzom Punijczyków i sprzymierzonych z nimi auraleńskich wikingów. Jego udział w wojnie był jednak niewielki, a nieudolność kalifa przyczyniła się do straszliwego złupienia kraju w pierwszej fazie wojny. Operujący na okrętach - i bez wstydu umykający na nie w razie zagrożenia wyspiarze byli nieuchwytni dla wojowników kalifatu. W dwa lata później kalif wysłał Al-Habbasa na czele armii mającej zająć tereny sąsiedniego królestwa Zestów. Wyprawa od początku była pechowa - w pogranicznym Artois, żołnierze armii Habbasa grabili współwyznawców i jedynie drakońskie kary pozwoliły utrzymywać dyscyplinę - w dodatku Falkenidzi mieli problemy z zaopatrzeniem, niesprzyjającą pogodą i mimo starań Al-Habbasa - zmęczeni po trzech latach pozostawania w polu. Bitwa w wąwozach na pograniczu Saary i Artois zakończyła się klęską Falkenidów - największą w karierze Al-Habbasa. Jego wyczerpana i wygłodniała armia, poniosła ogromne straty w bezskutecznych szturmach na pozycje zestyjskich najemników, a sam Al-Habbas został ranny. Falkenidzi musieli się wycofać, a nim niezwyciężoności otaczający Al-Habbasa zaczął przygasać. W roku 62, Habbas zemścił się jednak, miażdżąc zestyjską rejzę na Haafas i biorąc w niewolę Norbina de Vesnę, wodza armii Zestów.

Raz jeszcze Al-Habbas został wezwany do walki w roku 69. Najazd Bundesów na Hajdamak zmusił kalifa do reakcji - a na czele armii wiernych stanął Bicz Boży. Mimo dwukrotnej przewagi wroga, zdołał on rozgromić armię Rzeszy, zmuszając ją do odwrotu. Wielu uznaje właśnie zwycięstwo w Hajdamaku za szczyt kunsztu wojennego Habbasa. Niedługo potem został jednak wezwany do stolicy - a pozbawione swego wodza oddziały kalifatu nie mogły poradzić sobie z słynnym konsulem Dolabellą - bohaterem Wojny Pięciu - który choć nie zdołał zdobyć umocnionego obozowiska, to zdołał sprawić, że Falkenidzi z własnej woli porzucili pozycje, aby wrócić do Mezji - gdzie miały zetrzeć się armie obu władztw.

W Mezji Al-Habbas w końcu zetknął się z Kasjuszem Antoniuszem Dolabellą - najsłynniejszym z rumijskich wodzów. Bitwa do której doszła była prawdziwym pojedynkiem tytanów - dwóch najlepszych wodzów Imperiusa, z których każdy odniósł liczne zwycięstwa. Mimo całego kunsztu i doświadczenia Bicza Bożego, poniósł on klęskę w starciu z rumijskimi legionami. Walcząc do końca, wpadł on w ręce Dolabelli, który miłosiernie skrócił męki cierpiącego z powodu śmiertelnych ran Al-Habbasa. Kto wie, może bitwa potoczyłaby się inaczej, gdyby na pole bitwy zdążyły posiłki z Teredonu, lub chociaż zmierzająca z Hajdamaku flota, wioząca pozostałości wysłanej tam armii... Dolabella w geście szacunku wobec swego adwersarza przekazał jego ciało Falkenidom, aby ci mogli je pochować zgodnie z zwyczajami swej wiary.

Niewielu ludzi, nawet władców miało taki wpływ na dzieje Imperiusa jak Al-Habbas - Bicz Boży, największy wódz Falkenidów, mudżahedin i bohater dżihadu. Jego zwycięstwa będą opiewane przez stulecia, a słynny wódz będzie zawsze pamiętany - zarówno przez Falkenidów jak i ich wrogów.
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Zgony

Postautor: Authir » 06 lip 2017, 14:29

tyber.jpg

Tyberiusz Flawiusz
* 4 Po.U.R.
+ 73 Po.U.R.*

*po upadku Rumii


Ci, którzy przegrają wielką grę jaką jest światowa polityka skazani są na zapomnienie i odejście w cień. Pamiętają o nich tylko kronikarze - a pamieć im współczesnych szybko słabnie. Nikt już nie pamięta o pokonanych władcach... Nikt już nie pamięta o Tyberiuszu Flawiuszu i nikt nie pamięta o Imperium Południoworumijskim.

Tyberiusz Flawiusz urodził się już po upadku Rumy. Objął władzę nad południową częścią cesarstwa z mocnym postanowieniem zjednoczenia imperium pod władzą jego dynastii. Jego panowanie zdawać się mogło obiecujące - objął on władzę nad Wyspami Perłowymi i zamieszkującymi je Ligurami. Flawiusz musiał jednak zmierzyć się z ekspansywnym kalifatem Dżahilla. Kiedy fanatycy pod przywództwem Al-Habbasa nazwanego później Biczem Bożym przejęli Lukanię, Tyberiusz zdecydował się działać. Jego legiony poniosły jego druzgoczące klęski w Lukanii, a później Mezji. Zdesperowany princeps sprzedał Punijczykom Wyspy Perłowe, aby w ten sposób zdobyć pieniądze potrzebne do wystawienia kolejnych legionów. To jednak nie mogło uratować chylącego się ku upadkowi cesarstwa. Po klęsce w Mezji w roku 53 Tyberiusz Flawiusz pogrążył się w marazmie i desperacji. Zamknął się w pałacu w Ostii, pijąc na umór i czekając na nieunikniony koniec. Armia południa była w rozsypce, a senatorowie desperacko wypatrywali zbawcy, który ocaliłby ich przed mieczami Falkenidów. Zbawcą tym okazał się być imperator północnej Rumy z dynastii Septymanów. Legiony Vibony zdołały powstrzymać Al-Habbasa. W tym czasie biurokracja i armia południa była już całkowicie podporządkowana Septymanom. W roku 56 doszło do oficjalnego połączenia północnej i południowej Rumy, a bezwolny i skompromitowany Flawiusz został "gościem" w Vibonie, gdzie przeprowadził się z całą rodziną. Początkowo obiecano mu stanowisko cezara południa - jednak nikt nie zamierzał przejmować się bezsilnym Flawiuszem. Upokorzony stanowiskiem asystenta edyla - faktycznie "nadzorcy wychodków" Vibony, zniknął ze sceny politycznej i nie próbował na nią powrócić. Coraz więcej pił i stracił zainteresowanie światem. Przez lud pogardliwie był nazywany "gównianym imperatorem" - przynajmniej do momentu, aż ktoś o nim pamiętał.

Kolejnym ciosem dla zapomnianego władcy była deklaracja powstania Cesarstwa Mezyjskiego - którego "cesarzową" miała zostać jego córka, Kalpurnia. Samo cesarstwo służyło tylko jako casus belli mający usprawiedliwić kolejną wojnę z kalifatem, a "Cesarstwo Mezji" i jego cesarzowa są obiektami dowcipów dyplomatów na całym Imperiusie. Tragikomedia rodu Flawiuszy miała w tym swoisty epilog. Dwadzieścia lat od utraty władzy Flawiusz był wrakiem człowieka, smętnie snującym się po dworze Vibony. Gdy jednak był trzeźwy ponoć całkiem sprawnie zarządzał publicznymi wychodkami. Niektórzy nawet twierdzą, że z czasem polubił to zajęcie, dające mu jakikolwiek cel w życiu. Zmarł w swoim niewielkim gabinecie. Jego ciało odnalazł rano sługa - princeps najwyraźniej zasnął przy biurko i z tego snu już się nie obudził. Tak oto umarł ostatni cesarz południa... Opuszczony i zapomniany przez wszystkich, w pałacu swego niegdysiejszego rywala. Trudno o bardziej wymowne epitafium.
Awatar użytkownika
Authir
Administrator
Posty: 4054
Rejestracja: 09 lis 2016, 17:07

Re: Zgony

Postautor: Authir » 06 lip 2017, 16:09

linus-roache-bio-wikingowie-history-sezon-3_0.jpg

Victor Aleksandryjczyk
* 21 Po.U.R.
+ 73 Po.U.R.*

*po upadku Rumy


W wieku pięćdziesięciu dwóch lat zmarł we śnie król Victor z dynastii Aleksandryjskiej, Władca Zestów. Jego śmierć pozostawia targany wojną kraj bez przywódcy w kluczowym momencie: oto wojska wrogiego Teredonu po raz drugi w ciągu ostatniej dekady stają pod murami stolicy państwa.

Victor ze swojego związku z zestyjską arystokratką Meradoną pozostawił po sobie dziewięcioro potomstwa, z czego aż szóstkę synów. Najstarszy z nich: Barnardo, jest ożeniony z pochodzącą z Rodu Żmijów Lubomirą: córką następcy wielkiego kniazia. Najprawdopodobniej to właśnie Barnardo zostanie koronowany i stanie przed zadaniem odparcia najeźdźców.

Aleksandryjczyk przejął władzę nad Królestwem Zestów jako dwudziestosześciolatek. Początkowo jego panowanie nie zapowiadało ani lat prosperity, ani niszczących wojen, pod znakiem jakich miały upłynąć jego ostatnie lata. Politycznie do roku 57 król Victor był nazywany "przyjacielem wszystkich" - Zestowie bowiem skutecznie unikali bezpośredniego zaangażowania w walki toczące się w różnych stronach Imperiusa. Oczywiście zdarzały się pomniejsze "kampanie karne" celem dyscyplinowania niesfornych władyków okolicznych ziem, królestwo omijało jednak wszelkie wojny ze zorganizowanymi państwami. Czas ten, zwany niekiedy "złotą dekadą" to okres poszerzania granic, kolonizacji, inwestycji w naukę i sztukę... oraz odkrycia bogatych złóż złota w południowych prowincjach królestwa. Handel kwitł, ludność się bogaciła, kraina prawdziwie stawała się "mlekiem i miodem płynącą".

We wspomnianym już roku 57, w dziesiątą rocznicę wstąpienia na tron rozpoczęła się jednak wojna w d'Armoraux. Początkowe starcia graniczne tego sąsiedniego królestwa z Teredonem i Maharasztą przerodziły się w jedną z najdłuższych i najbardziej krwawych wojen Imperiusa. Viktor widząc swoją szansę w tym konflikcie po raz pierwszy zdecydował się wyruszyć na wojnę. Wsparł bliższych kulturowo sąsiadów, w krótkim czasie praktycznie uzależniając ich istnienie od Korony Zestyjskiej. Wojna zakończona w 66 roku nie przyniosła jednak zwycięstwa. Koalicja południa, wspierana przez pewien czas przez Rumę Północną, dopięła swego. Utracono całe d'Armoraux, a także część południowych ziem Regnum Zestorum. Na uwagę przy tym zasługiwał fakt, że pokój ten był de facto zwycięstwem dyplomacji zestyjskiej, gdyż został podpisany w czasie oblężenia stolicy. Został nazwany przez kronikarzy "cudem spod Lile", gdyż, jak twierdzi wielu, tylko on uratował istnienie Zestów jako niepodległego państwa. Po prawdzie trzeba jednak przyznać, że ta niepodległość bywa kwestionowana: z uwagi na szereg upokarzających traktatów, te niegdyś silne królestwo środkowego Imperiusa popadło w polityczną zależność od Vibony, której żołnierze na stałe stacjonują w jej granicach. Nie dziwi więc fakt, że w chwili wybuchu wojny falklanidzko-rumijskiej Zestowie stanęli po stronie północnego-wschodu przeciwko tradycyjnym już wrogom z południowego-zachodu.

Z osiągnięć dyplomatycznych należy jeszcze wspomnieć o wasalizacji hrabstwa Artois i utrzymanie nad nim zwierzchności nawet po pokoju w Taralath oraz odkupieniu od rozdartego wojną domową Zerruko Gór Albińskich. Pozytywne relacje z Wielkim Kniaziostwem Żmijewskim i Księstwem Asturii, z których to ostatnie otrzymało wymierną pomoc w odbudowie po wojnie asturskiej.

Ze śmiercią Victora nie kończy się dla Zestów jednak żadna epoka: znów wrogie armie pukają do bram i wszystko zapowiada, że nie ma szans na powtórkę "cudu spod Lile". Możliwe że śmierć była litościwa i oszczędziła królowi widoku upadającej ojczyzny.

Wróć do „Wydarzenia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość